poniedziałek, 21 października 2013

Twenty

Z perspektywy Harrego;

Spojrzałem na Jo trochę zdezorientowany. Odkąd tylko się obudziliśmy patrzyła na mnie jakimś dziwnym wzrokiem, którego nie mogłem kompletnie rozszyfrować. Co do diabła?
-A tobie co jest?- zaśmiałem się widząc wyraz jej twarzy.
-Yyy... Jakoś nie mogę w to uwierzyć.- zająkała się głupkowato, a jej policzki natychmiastowo przybrały rumieńców. Ona coś brała czy mi się tylko wydawało?
-Dziewczyno czy ty się dobrze czujesz?- spojrzałem na nią trochę zdezorientowany tym co mówi. Czasem płci przeciwnej po prostu nie da się zrozumieć i tyle z mojej strony.
-Dlaczego miałabym się źle czuć? Huh?- zapytała bacznie wpatrując się we mnie i próbując zachowywać się normalnie ale nadal jej to nie wychodziło.
-Bo zachowujesz się jak idiotka, może dlatego?- skrzywiłem się patrząc na jej równie nie przyjemną reakcje.
-Nawet po tym co się wydarzyło wczoraj, nadal będziesz dla mnie taki oschły i bezuczuciowy?- zapytała jakby tracąc nadzieje i spuszczając wzrok. Próbowałem przez chwile ogarnąć w myślach co jej chodziło po głowie, ale jakoś nie potrafiłem. Albo to ona coś sobie ubzdurała, albo to ja mam jakąś sklerozę i nie pamiętałem jakiejś sytuacji która 'rzekomo' powinna utkwić mi w pamięci.
-Cholera, powiesz mi co się takiego wczoraj wydarzyło, czy dalej będziesz robiła ze mnie debila?- wstałem z łóżka trochę zirytowany jej zachowaniem.
-Żartujesz sobie?! My się wczoraj pieprzyliśmy! A ty się pytasz co takiego wczoraj sie wydarzyło? Chyba serio żartujesz!- wybuchła na co ja momentalnie zacząłem dławić sie własnym śmiechem.
-Co ty ćpasz dziewczyno? Słyszysz się w ogóle? Oj, nie. Przepraszam to jednak mój błąd i zapomniałem o tej akcji. W nocy było tak gorąco... Próbowałem w ciebie wejść ale jesteś za ciasna, tak brzmi cała bajeczna historyjka.- nie mogłem wytrzymać ze śmiechu. Byłem pewny, że ona coś brała. -Ale...Czekaj, czekaj nawet mi nie mów, że to ci się śniło. Boże, jaka z ciebie pusta idiotka. I jak było? dobrze? Wiem, świetny w tym jestem, skoro ten sen był tak bardzo realny, że mi to prawie wmówiłaś.-dla mnie to wszystko było jakąś jedną wielką komedią, przysięgam. Nawet nie zdążyłem porządnie się pośmiać bo zauważyłem, że Jo stanęła na nogi. Spojrzała na mnie zawiedzionym wzrokiem a dobrze widziałem, że takie zachowanie z jej strony źle wróży. Już po chwili jej oczy coraz bardziej się świeciły. Nie minęło sporo czasu a po jej policzkach pociekły łzy.
-Przestań...-zacząłem ale niestety przerwała mi nie pozwalając nawet dokończyć zdania.
-Nie, po prostu daj sobie spokój. Skończ gadać i chociaż tyle dla mnie zrób.- kończąc na tym słowa pobiegła w stronę łazienki zamykając za sobą drzwi. Boże i co ja mam z taką zrobić? Nie mam pojęcia… nie mam zasranego pojęcia jak ją zadowolić. Bo cokolwiek powiem czy zrobię to zawsze jest moja wina i zawsze jest najgorzej.

Z perspektywy Jo;

Było mi cholernie wstyd. Czy ja naprawdę się przy nim tak zbłaźniłam? Te okropne uczucie które we mnie rosło było nie do zniesienia. Rozsadzało mnie od środka ale nawet nie miałam się na kim wyżyć, chyba, że na jakiś przedmiotach ale to nie to samo. Zawsze, wszystko musiałam w jakiś pieprzony sposób zjebać, chyba właśnie do tego zostałam stworzona. No i jak można było opisać uczucia które mi towarzyszyły w tej chwili? Dokładnie nie wiem ale wiem jedno, że czułam w sobie całkowity nieład.
Cholernie zawiedziona.
Smutna.
 Zła.
A może i nawet zrozpaczona. Czy to na serio się nie wydarzyło? Jeśli to był sen to mogę śmiało przyznać, że jak na moją psychikę był zbyt realistyczny. Boże, jestem głupią i pustą idiotką która za dużo sobie wyobraziła. Nie dość, że on już ma mnie za kretynkę to jeszcze w jego oczach wyjdę na jakąś napaloną małolatę, no pięknie.
Czekaj Jo... Od kiedy ty zaczęłaś przyjmować się tym co on mówi? Właśnie od kiedy? O to jest pytanie, a gdzie ta pechowa odpowiedz? Nie ma jej, ale trudno jak narazie jest mi zbędna. Usłyszałam szarpnięcie za klamkę a już po chwili ten zachrypły głos.
-Jo! Otwórz te pieprzone drzwi! Nie zachowuj sie jak dziecko!
-Ty w ogóle się słyszysz? Jak już ktoś zachowuje się jak dziecko, to na pewno nie jestem to ja!- krzyknęłam oschle nie dowierzając w to co mówi. Przepraszam bardzo ale to on naśmiewał się ze mnie jak jakiś bachor i jeszcze śmie twierdzić, że to ja jestem tą osobą która zachowuje sie jak dziecko? Chyba sobie kpi. Wypraszam sobie takie coś i to bez dwóch zdań. Nikt nie będzie robił ze mnie większej idiotki, nawet gdy już ja sama sobie na to pozwoliłam, o nie z mojej strony to tyle.
-Nie możemy pogadać jak normalni ludzie?- zapytał spokojnie myśląc chyba, że otworze mu drzwi i wpadnę w ramiona pragnąc z nim szczerej rozmowy, jego niedoczekanie i to kompletne.
-Od kiedy my rozmawiamy ze sobą jak normalni ludzie? Gdybyś ty chociaż spróbował zachowywać się w stosunku do mnie fair może i by coś z tego było, ale teraz kiedy traktujesz mnie jak pustą idiotkę? Poważnie? Chyba śnisz, słoneczko- prychnęłam naśladując jego słownictwo i styl mówienia.
-Nie wkurzaj mnie, Jo.- jęknął uderzając ponownie w drzwi. Mogłam tylko domyślić sie jaki miał wyraz twarzy... 'Zrezygnowany'.
Panowała kompletna cisza, choć mogę przyznać, iż nie całkowita ponieważ można było dosłyszeć za drzwiami ciche oddechy zwątpienia Harrego a także pojękiwanie, pewnie nie mógł już znieść tej ciągłej ciszy. Ten spokój przerwał dzwonek do drzwi który mogłam dosłyszeć aż tutaj.
-Idę zobaczyć kto przyszedł.- mruknął cicho Styles, chyba nawet sam do sobie ponieważ dobrze wiedział, że go nie słucham. Przysłuchiwałam sie jak zbiegał głośno po schodach czekając aż znajdzie sie przy drzwiach. Byłam ciekawa kto postanowił go odwiedzić, bo jakoś w to wątpię, żeby kogokolwiek zapraszał i chyba miałam racje ponieważ już po chwili usłyszałam jego zdenerwowany głos.
-Co ty tu robisz?- powiedział na tyle głośno abym mogła usłyszeć. Ciekawość zżerała mnie jeszcze bardziej ale nic na to nie mogłam poradzić... Chyba, że? No tak wyjście z łazienki i sprawdzenie kto to będzie najlepszym pomysłem. Wstałam na równe nogi, otwierając pośpiesznie drzwi i wychodząc cicho z pomieszczenia. Zeszłam po schodach próbując dosłyszeć ściszone głosy które dochodziły z wejścia.
-Gdzie jest Jo?
-Gówno ci do tego, poza tym nie ma tu Twojej popieprzonej córeczki, więc żegnam.-warknął Styles próbując zamknąć drzwi przed... Przed moim ojcem. Znieruchomiałam. Co on tu robił do jasnej ciasnej?
-Za dobrze cię znam. Przyprowadź ją tutaj albo sam to zrobię. Styles nie żartuje, więc rusz dupę i zrób to co mówię.-ton głosu mojego taty był dość agresywny, na tyle żeby przez moje ciało przeszły ciarki.
-Pamiętasz jak obiecałem ci, że kiedyś się zemszczę za brata? Pamiętasz? No kurwa pytam się czy pamiętasz?- warknął wściekły w stronę mojego taty. Nie miałam pojęcia o co im chodziło.
Zemścić?
Za brata?
Co on bredził?
Coś tutaj było nie tak i to bardzo nie tak…
-Pamiętam ale jeśli myślisz, że wyciągniesz w to moją córkę to bardzo się myślisz, ty...
-Wciągniesz? Stary to chyba nie ten czas, skoro już od jakiegoś czasu można zauważyć, że jest we mnie wciągnięta. Choćby nawet po tym można poznać, że ma sny erotyczne ze mną w roli głównej.-powiedział dumny z siebie a we mnie się po prostu gotowało.
-Jeszcze jedno słowo a tego pożałujesz...
-Oh, tak? A co tatuś na to, że już nie raz miałem swój język w jej buzi? Jest niezłą przynętą i jeszcze lepszą zemstą ale jeszcze nie skończyłem więc pozwól, że pójdę zaopiekować sie swoją nową zabawką nim mi się znudzi.
-Zabawką? Zemstą? Przynętą? Jesteś Największym skurwysynem świata. Największym i najohydniejszym.- wyłoniłam się za ściany wypowiadając te słowa z największą nienawiścią jaką zdołałam z siebie wydobyć. Czyli to wszystko było tylko grą?

*

Dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem. Teraz przynajmniej wiem, że mam dla kogo pisać :) No i chciałam przekazać jeszcze jedno dla niektórych osób! Nie uważam się za najlepszą czytelniczkę to po pierwsze, a po drugie to chciałam was powiadomić, że nie oczekuje, iż pod każdym rozdziałem będzie 100 komentarzy tylko po prostu chociaż połowa osób która mnie czyta. A wcześniej dałam taki warunek żeby zobaczyć czy te osoby które wpisały się do informowanych w ogóle tu zaglądają.

Miałam dokończyć rozdział jutro ale zrobiłam to dzisiaj ponieważ, nie chcę marnować swoich urodzin na siedzeniu przed komputerem.

Kocham was i do następnego!


Jeśli macie jakieś pytania to tu: http://ask.fm/Patricila

środa, 2 października 2013

Nineteen

Radziłabym przeczytać notkę pod rozdziałem bo od tego zależy czy na moim blogu pojawi się kolejny rozdział

-Jeśli bym go zabił, to dla mnie nie byłoby to nic nowego i ty dobrze o tym wiesz.- parsknąłem widząc jak dziewczyna żelaźnie przejmuje sie całą sytuacją. Zauważyłem, że jej twarz jest blada a oczy ma spuchnięte od ciągłego płaczu, w pewnym sensie było mi jej żal ale to na tyle.
-To człowiek a życie jest najcenniejsze, więc po cholerę mówisz takie głupoty?- jej głos zapewniał mnie w tym, iż sama nie może dowierzyć w to co mówię. Ona po prostu nadal nie mogła pojąć tego, że zabijanie drugiego człowieka przychodziło mi z taką łatwością.
-Po pierwsze ten bezczelny chuj podniósł na ciebie rękę a po drugie pieprzył się z twoją matką...
-Wystarczy! Nie chce juz dłużej tego słuchać, jak dla mnie na dzisiaj to już za wiele.-machnęła ręką abym przestał wypowiadać kolejne powody które upewniałyby ją do tego, że to tym razem ja miałem cholerną racje.
-Jo- zagadnąłem krótko odwracając się w jej stronę.
-Hm?- dziewczyna nadal wpatrywała sie w przestrzeń przed siebie najprawdopodobniej próbując sobie poukładać w głowie ten cały chaos.
-Wszystko będzie dobrze, przysięgam.- próbowałem ją pocieszyć bo zdawałem sobie sprawę, że mogła po tym wszystkim czuć sie cholernie do dupy.
-Tak Harry jestem pewna, że wszystko będzie okej bo przecież to kolejna pieprzona błahostka. Przecież wszystko się w moim życiu tak pięknie układa. Bo ludzie których kocham traktują mnie jak gówno a to jest tak ekscytujące, że niemal mam ochotę skakać ze szczęścia. Prawie po raz kolejny mnie uderzyłeś, nie no sorry tym razem tylko niemiłosiernie mnie ściskałeś za nadgarstki pozostawiając tam siniaki a powód był przecież taki niewinny... Bo chciałam sie dowiedzieć czegoś więcej o Twojej przeszłości, a ty oczywiście musisz reagować w taki a nie inny sposób, ale okej wybaczam bo nic innego stosownego nie przychodzi mi do głowy chyba, że mam cie zadźgać na śmierć ale to już wydaje się nudne ponieważ codziennie robię to w myślach więc pozwól, że ci odpuszczę. Później matka zdradza mojego tatę z jakimś pieprzonym damskim bokserem. Oczywiście Harry nie miej mi tego za złe, że określam go w taki a nie inny sposób ale sam widzisz 'uderzył mnie' więc te określenie będzie tutaj najodpowiedniejsze. A następnie jak mój ojciec dowie się o zdradzie mojej matki to nie tylko rozniesie cały dom ale i siebie samego. Uwierz, że straciłam jakąkolwiek ochotę do życia i nie, nie próbuj mnie pocieszyć w ten marny sposób wmawiając mi, że 'będzie dobrze' bo wiem, że za cholerę tak dobrze nie będzie.- odetchnęła z ulga próbując nabrać powietrza do ust, zatem ja analizowałem to wszystko co wcześniej powiedziała.
-Zaliczasz mnie do ludzi których kochasz?- wypaliłem nie zastanawiając sie długo nad pytaniem ale szczerze mówiąc to wcale tego nie żałowałem ponieważ chciałem znać odpowiedz teraz, a nawet natychmiast.
-Co? Słucham? Czemu w ogóle pytasz o takie coś.- Jo zmarszczyła czoło a jej mina świadczyła o tym, że sekundę temu najwidoczniej spadła z nieba. Albo udawała głupią i chciała to przede mną ukryć albo była głupia nie pamiętając co przed chwilą powiedziała. Dwie opcje do wyboru.
-Powiedziałaś, że ludzie których kochasz traktują cię jak gówno i chwile później wymieniałaś w tej całej popieprzonej historii mnie, więc to jest powód dla którego pytam.- powiedziałem na jednym wdechu próbując wypaść normalnie ani nie unosząc głosu ani nie będąc obojętnym na jej słowa, po prostu jedyne co mi towarzyszyło to nieugięta ciekawość dowiedzenia się czegoś więcej, bo w tej chwili byłem tylko w czarnej dziurze która wcale mnie nie zadowalała.
-Co? Przesłyszałeś się albo to ja się przejęzyczyłam.- zaśmiała się niewinnie, próbując ukryć to swoje zawstydzenie ale mnie nie mogła nabrać, nie byłem aż taki głupi jak jej sie wydawało.
-Mnie złotko nie nabierzesz. Po pierwsze to nie mógłbym sie przesłyszeć w takiej kwestii bo jak byś nie zauważyła to nie mam siedemdziesięciu lat. A po drugie to ty także nie mogłaś się przejęzyczyć jeśli w ogóle wiesz co to znaczy, że używasz tego słowa w takiej sytuacji.
-Nie rób ze mnie idiotki- warknęła pod nosem słuchając uważnie moich słów.
-A ty ze mnie idioty.- zaśmiałem się dobrze wiedząc, że wszystko co wychodziło z jej ust było wielkim śmiesznym kłamstwem które niemiłosiernie mnie bawiło.
-Co do tego to nie jestem zbytnio o tym przekonana, bo już jesteś idiotą.-parsknęła i mogłem śmiało zauważyć w jej oczach ulgę kiedy znaleźliśmy sie pod moim domem a ona bez problemu wyskoczyła z auta, zatrzaskując za sobą drzwi i czekając na moje wyjście do którego zbytnio mi sie nie śpieszyło.
-Ruszaj się.- dziewczyna zauważyła, że jakoś nie palę się do wyjścia z auta więc śmiało przeszła do słów, na co od razu zareagowałem wychodząc z wozu aby nie musieć więcej słuchać jej ględzenia. Ominąłem ją podchodząc do drzwi wejściowych i otwierając je.
-Mam ochotę na gorący prysznic.- powiedziałem z rozmarzeniem kierując się w stronę mojej sypialni.
-Super. To rusz swój tyłek i spełnij tą swoją głupią ochotę.- usłyszałem ten zbędny komentarz ze strony Jo, co postanowiłem świadomie wykorzystać aby nie czuła się ciągle tak pewnie myśląc, że obejdzie się bez mojej odpowiedzi.
-Jeśli chcesz to możesz wziąć go ze mną i spełnić inne moje zachcianki.-zaproponowałem wymachując jej przed oczyma moimi bokserkami oraz ręcznikiem którego wyjąłem z szafki. Dziewczyna momentalnie przewróciła oczami patrząc na mnie z obrzydzeniem słysząc mój komentarz.
-Chyba śnisz czy coś. W ciąży jesteś?
-Co? Jakie od razu w ciąży?- zmarszczyłem brwi nie wiedząc o co jej kompletnie chodzi. Szczerze mówiąc to ta dziewczyna potrafiła czasem zbić człowieka z tropu.
-Masz takie zachcianki i wymagania jak baba w ciąży, do tego wahania nastroju. Harry serio, albo zrób test ciążowy albo przejdź się do ginekologa. Tak to jest jak się jest nieodpowiedzialnym nastolatkiem i uprawia seks bez zabezpieczenia.- pokręciła głową zachowując się dosłownie jak jakaś typowa matka. Nie mogłem pojąć jak można mieć tak dziwne poczucie humoru.
-Masz nietypowe poczucie humoru.- zaśmiałem się nieco krzywiąc twarz.
-Pamiętaj, że jeśli byłabym inna to wtedy nie lubiłbyś mnie tak bardzo jak teraz.- musiała czuć sie już pewniej wypowiadając takie słowa. Nie zwracając dłużej uwagi na nią skierowałem się w kierunku prysznicu chcąc w końcu sie odświeżyć i odprężyć.

Z perspektywy Jo;

Nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek będę znajdować się w tym domu z własnej woli ale ta cała sytuacja mnie tak jakby do tego zmusiła. Trochę się obawiałam tego wszystkiego, ponieważ nie wiedziałam jak to się dalej potoczy. Odetchnęłam na głos próbując się nieco uspokoić. Ułożyłam się wygodnie na łóżku Harrego abym mogła w końcu na spokojnie przemyśleć ten cały syf. Jedynej osoby jakiej nie mogłam wyrzucić teraz z głowy był...był Harry a ja nic nie mogłam z tym zrobić. Co do cholery było ze mną nie tak, że ten człowiek ciągle wtrącał sie w moje myśli wchodząc tak bez pukania ani też zaproszenia?
Kiedy tylko znalazł się tam w kuchni i zaczął bić tego mężczyznę, z jeden strony poczułam sie jak jakaś księżniczka. Boże, wiem to głupie ale on mnie bronił a dla mnie było to coś, ugh przez to znów zaczynam mieć jakieś wariackie myśli. Wtedy się bałam ale nie o tego faceta tylko bałam się, że ze strony Harrego nie skończy sie na tylko pobiciu. Po prostu bałam sie, że może dojść do czegoś więcej. Teraz mogłam dziękować Bogu, że ogarnął sie na moje wrzaski i skończyło sie 'tylko' na stracie przytomności tego człowieka. To dziwne ale czułabym się do dupy gdyby Styles trafił przeze mnie do więzienia, to bardzo dziwne skoro jeszcze jakiś czas temu z chęcią bym go tak wpakowała. Nawet nie zdałam sobie sprawy z tego kiedy zasnęłam.
Obudził mnie czyjś delikatny dotyk na policzku więc momentalnie otworzyłam oczy czując przyjemny dreszczyk.
-Nie chciałem cię obudzić- zająknął sie zamieszany Harry który pochylał sie nad moja głową. Mi po prostu odjęło mowę. Rozejrzałam się po pokoju nie wierząc ani trochę w zawistną sytuacje. Musiało być już późno w nocy a ja musiałam długo spać.
Czy to co się stało przed chwilą to też był jakiś sen? Bo jak nie to jestem chyba w niebie. Chyba w końcu przyznałam, że cieszyło mnie to co przed chwilą zaszło.
To możliwe? bo szczerze to nie wydaje mi się... Nawet nie miałam odwagi sie odezwać bo niby co?
‘Hey, no Hazz nie przerywaj przecież to mi wcale nie przeszkadza a wręcz przeciwnie.’
Zdawałam sobie sprawę, że jego zdanie o mnie już jest w pełni wyrobione ale po tych słowach to miałaby mnie za jeszcze większa idiotkę. No ale ludzie skoro mnie tak nienawidził to czemu do cholery tak sie zachowywał?
'To są mężczyźni... Ich nie da sie zrozumieć.'
Ah, tak i teraz już wszystko wiadomo. Spojrzałam na niego łapiąc jego wzrok, przez chwilę tak się w siebie wpatrywaliśmy aż nie mogłam wytrzymać i tak po prostu sie zaśmiałem, dosłownie jak idiotka czy ja zawsze musiałam robić z siebie takie pośmiewisko?
-Co cie tak śmieszy?- pokazał swoje zęby w uśmiechu nadal będąc centralnie nade mną. Czy to przypadkiem nie wyglądało zbyt dziwnie?
-Po prostu nic ja...um coś sobie przypomniałam no i tak jakoś wyszło zresztą nie ważne....
I właśnie w tej chwili poczułam jego usta na swoich. Nie wiem czy tym sposobem chciał abym w końcu się zamknęła, ale jeśli tak to zdecydowanie mu się udało. Jego wargi były przyssane do moich ale póki co nadal miałam je zamknięte, w końcu chłopak nachalnie wepchnął mi do nich język ale nie mogłam co narzekać bo już po chwili sama odwzajemniałam pocałunek. To wszystko działo sie w tak szybkim tempie, nawet nie zorientowałem się kiedy Harry napierał swoim ciałem o moje. Właśnie tak, leżał na mnie ale wcale a wcale mi to nie przeszkadzało a wręcz przeciwnie mimo tego, że oboje mieliśmy na sobie ubrania to czułam, że jego krocze wraz z ogromnym wybrzuszaniem perfidnie ociera się o moje udo...
-Harry...- jęknęłam zauważając po chwili jego wielki uśmiech który formował mu się na ustach.
-Podoba ci się?- wypalił a to pytanie wywołało u mnie kompletne zaczerwienienie na policzkach. Nie odpowiedziałam nic ponieważ nie byłam nawet w stanie, jedynie co mnie teraz interesowało to Styles który ocierał sie głęboko swoim kroczem o moje ciało. Musiałam przyznać, że sprawiało mi to ogromną przyjemność i nie miałam nawet ochoty ani zamiaru tego przerywać. Podniósł się nieco wyżej całując mnie w usta i coraz natarczywiej do mnie przylegając. Moje dłonie powędrowały na krańce jego koszulki a po chwili sama ona wylądowała na ziemi. Widziałam kantem oka, że chłopak się zwycięsko uśmiecha, co mnie jeszcze bardziej pobudziło. Harry zaczął odpinać guziki mojego sweterka a ja zajęłam sie jego spodniami odpinając pasek i zsuwając mu je z nóg. Po chwili zaczęłam sobie zdawać sprawę, że obydwoje mamy na sobie tylko bieliznę i ku mojemu zdziwieniu nadal mi to nie przeszkadzało do tego stopnia aby nie przerywać całej akcji.
-Rozluźnij się a nie pożałujesz.- zaśmiał sie Harry obdarowując mnie swoim jednym z nieziemskich uśmiechów. Zrobiłam jak kazał próbując równomiernie oddychać. Nie myślałam nad tym jak daleko to zmierza po prostu mnie to nie interesowało i tyle na temat. Nasze ruchy z chwilami przechodziły do bardziej namiętnych, jego delikatne usta jeździły po moich odkrytych piersiach wywołując u mnie chwilowe dreszczyki podniecenia. Jego wielkie dłonie zaczęły zmierzać do gumki od moich majtek na co od razu się wzdrygnęłam dostając gęsiej skórki. Zwinnymi ruchami swoich długich palców zdjął ze mnie dolną bieliznę, ukazując moją mało widoczną kobiecość poprzez późną porę która przyczyniała się do tego, że w sypialni było dość ciemno ale dla mnie był to jedynie plus, ponieważ byłam mniej zawstydzona. Jego dwa palce po chwili znalazły się centralnie we mnie, pierwsze wepchnięcie zabolało ale dalsza część sprawiała mi samą przyjemność. Harry pchnął nimi lekko a ja nie mogłam powstrzymać się od jęku rozkoszy. Jego ruchy przyśpieszyły przyprawiając mnie o podniecenie. Zaczął wywijać swoimi palcami we mnie a ja czułam się jak w niebie.
-W porządku?- szepnął mi zaraz przy uchu upewniając się czy ta cała zabawa mi się podoba na tyle aby dalej ją kontynuować.
-Chcę więcej…- powiedziałam zdyszana czekając aż przejdzie do dalszych czynów. Harry zaśmiał się pod nosem nie zastanawiając się długo wziął się do roboty. Swoją drugą rękę włożył mi pod nagi tyłek silno go ściskając a drugą powracając do poprzednich czynności. Palce którymi wyprawiał przed minutą te cuda ponownie wsuną we mnie tylko tym razem trzy krotnie szybciej nimi poruszając.
-To teraz dam ci więcej, złotko.- zaśmiał się po czym sięgnął do szafki nocnej wyciągając z niej prezerwatywy. Na początku lekko uchyliłam usta ze zdziwienia ale chciałam dać ponieść się chwili i przyjemności jaką on mi dawał.
Pozbywając się bokserek i zakładając prezerwatywę zwinnymi ruchami uśmiechnął się do mnie zostawiając na moim czole mokrego buziaka na którego momentalnie się uśmiechnęłam.
-Spróbuję być delikatny.- powiedział poważnym tonem próbując napotkać mój wzrok w tych ciemnościach i już po chwili mu się udało. Zrobiłam jak kazał próbując równomiernie oddychać. Nie myślałam nad tym jak daleko to zmierza po prostu mnie to nie interesowało i tyle na temat.
-Bądź po prostu dobry…- szepnęłam lekko podnosząc kąciki ust i pokazując swoje zęby. Chłopak nie zastanawiał się długo nad moimi słowami uchylając moje nogi i szybko się do mnie przysuwając. Zacisnęłam palce na prześcieradle bojąc się tego co za chwilę się stanie. Harry ścisnął moje biodra i właśnie wtedy poczułam na swoich udach jego członka a już po chwili sam i on znajdował się we mnie. Pierwszy ruch który wykonał sprawił mi ogromny ból ale z każdym kolejnym czułam się bardziej podniecona niż obolała. Czułam każde jego wejście, każde jego sapnięcie i wzdychanie. Czułam go całego. Styles ostatni raz we mnie wszedł najmocniej jak tylko mógł wiedząc, że zaraz osiągnie swój szczyt wyciągnął go ze mnie. Mój oddech był tak szybki, że nie mogłam tego wszystkiego pojąć.
Czy ja właśnie uprawiałam seks z Harrym Stylesem?
*

Pod poprzednim rozdziałem większość komentarzy dodała jedna i ta sama osoba i można się łatwo zorientować, że mówię prawdę.

Nie chcę już dłużej pisać dla siebie bo tak się właśnie czuje. Czuje się jakbyście mieli mnie w dupie. Ja piszę i oczekuje, że będziecie odwdzięczać mi się za to, że wstawiam dla was rozdziały ale wcale nie dostrzegam tego 'odwdzięczania się'. (Oczywiście nie zwracam się do osób które komentują)

Powiem tyle, że jeśli pod tym rozdziałem nie pojawi się 100 komentarzy to nie dodam kolejnego rozdziału. Ponieważ do zakładki informowani wpisało się ponad 150 osób a nie komentuje nawet połowa z tego. Dziękuję za uwagę i mam nadzieję do zobaczenia. No i pamiętajcie, że zauważę gdy jedna i ta sama osoba będzie dawać więcej komentarzy bo głupia nie jestem.

100 komentarzy= kolejny rozdział

http://ask.fm/Patricila

niedziela, 29 września 2013

Eighteen

Proszę o przeczytanie całej notki pod rozdziałem

-Czemu taki jesteś?- napięcie między nami rosło coraz bardziej. Harry mierzył mnie ciągle swoim morderczym wzrokiem. W tej chwili się nie bałam, nie wiedziałam dlaczego po prostu nie czułam do niego tak ogromnej odrazy jak wcześniej. Wiadomo to nadal był ten sam człowiek, ten sam zły człowiek ale czułam, że nie ma potrzeby abym dłużej stresowała sie tym, iż Harry znajduje sie obok mnie i dosłownie zabija mnie wzrokiem. Miałam to trochę w dupie, a trochę...
-Myślisz, że coś między nami sie zmieniło? Myślisz, że dla mnie jesteś kimś więcej? Myślisz, że potrafiłbym się zmienić dla drugiej osoby? Nie. Nic się miedzy nami nie zmieniło. Nie jesteś dla mnie nikim więcej oprócz zwykłej laski która najwidoczniej za dużo sobie wyobraża. I nie, nigdy się nie zmienię bo wcale nie zawadza mi mój charakter, kocham to co robię i nigdy, przenigdy nie zmienię się dla żadnej, głupiej suki. Zrozumiałaś?- czy on właśnie pytał czy zrozumiałam? Ja...ja nie byłam pewna czy osoba przede mną to na pewno ta którą tu zaprosiłam.
Dałam sie nabrać?
Serio byłam tak naiwna żeby wmawiać sobie, iż on może być kimś lepszym?
Kimś o wiele lepszym... Byłam ... Właśnie jaka byłam? Zawiedziona.
-Chyba zrozumiałam.-odpowiedziałam sztywno dalej leżąc i nie mogąc sie odważyć na jakiekolwiek ruchy. Było mi trochę smutno.
-Hah, zrozumiałaś? Serio?- krzyknął a ja od razu sie wzdrygnęłam. Miska z chipsami w momencie wylądowała na podłodze. Tak, Styles zdecydowanie był BIPOLARNYM człowiekiem. Nie miałam pojęcia co go ugryzło aby tak na mnie napadać, przecież nie było na to jakiś potężnych powodów. Jeszcze kilka minut wcześniej było dobrze, nawet bardzo wielkie dobrze, a teraz? Teraz znów zaczynało być źle i gorzej niż źle.
-Nawet nie dałam ci powodu do takiego wybuchu.- skrzywiłam się lekko, wstając i sprzątając ten cały syf z podłogi. Zauważyłam, iż Harry też zwleka się z łóżka tylko bardziej owalnymi ruchami. Byłam ciekaw co teraz zrobi, ponieważ raczej nie mogłam przewidzieć jego dalszego zachowania.
-Nie powinno cię obchodzić ani moje życie miłosne, ani seksualne, chuj ci do tego wszystkiego więc się po prostu odwal.- splunął szorstko wpatrując się we mnie nadal tym chłodnym wzrokiem. Tak bardzo nawalałam aby zasługiwać na tak podłe i aroganckie zachowanie z jego strony? Ja tylko zapytałam… z ciekawości ale jak widać nie tylko zrobiłam z siebie matoła ale też większą ofiarę niż byłam do tej pory. Niestety po raz kolejny mogłam stwierdzić, iż nie było powodu do dumy z mojego lekkomyślnego zachowania. Idiotka i nic więcej ale mogłam też przyznać, że Styles wcale a wcale nie zachowywał się lepiej ode mnie, wręcz przeciwnie jego zachowanie było więcej niż naganne.
-Nie wiedziałam, że w ogóle u ciebie występuje coś takiego jak 'życie miłosne' jakoś wcześniej tego nie zauważyłam. - powiedziałam z kpiną marszcząc czoło. Sam przecież się wypierał, że nigdy nie był z żadną dziewczyną więc nie wiedziałam, że będzie miał jakieś powody do złości ale jednak.
-Słuchaj mała zdziro! Jeszcze jedno takie słowo...
-I co zabijesz mnie? Zgwałcisz? Poćwiartujesz? No co do cholery? Huh?- denerwowało mnie jego zachowanie tak jak i cały on. Tak bardzo, że aż nie mogłam wytrzymać, po prostu to było niemożliwe abym nie dodała swojego komentarza. Chyba był zbędny ponieważ juz po chwili poczułam silne szarpnięcie za nadgarstki. Nie mogłam zaprzeczyć, że to nie sprawiało mi bólu bo sprawiało i to bardzo wielki ale on najwidoczniej nie miał uczuć czego dowiedziałam się już jakiś czas temu.
-Puść! To boli…- zaskomlałam szarpiąc się i próbując swoich sił aby wydostać się z jego silnego uścisku. Nie powinnam sie dziwić, że tak postąpi ale jednak myślałam przez ten cały czas, że choć trochę złagodniał ale to było najwidoczniej wielkim, pieprzonym, nieprawdziwym wyobrażeniem. Nadal trzymał moje nadgarstki w swoich silnych dłoniach co chwile je mocniej ściskając. Patrzył mi prosto w oczy choć sama ja próbowałam unikać jego mrocznego wzroku, jego mina wykazywała tak dużo...był tak niewiarygodnie wyprowadzony z równowagi aż nie mogłam uwierzyć, że stało się to z wyłącznie mojej winy. No ale cóż potrafiłam być irytującą dziewczyną. Nie wrzeszczałam, nie płakałam. W ogóle próbowałam już nie reagować. Po prostu się przyzwyczaiłam do tak podłego traktowania.
-To na tyle? Ułożyło ci? Czy może jeszcze chcesz się Wyżyc? Uderzyć mnie czy cokolwiek?- zapytałam zdając sobie sprawę, że on poluźnił uścisk więc wyrwałam swoje obolałe ręce sięgając po miskę z podłogi i odkładając ją na biurko z zawartością wysypanych chipsów. Widziałam jak spojrzał na mnie drapiąc sie po karku, czy wyglądał jakby czuł się niezręcznie? Nie. Zdecydowanie nie. Wyglądał jakby nie wiedział co ze mną zrobić. Jakby nie wiedział czy ma mnie zamknąć w piwnicy czy też zadźgać na śmierć, właśnie tak wyglądał ale to tylko i wyłącznie moja wyobraźnia więc nie mogłam wiedzieć co naprawdę mieściło się w tych jego chorych myślach.
-Zamknij się w końcu. Coś słyszałem, ktoś chyba przyszedł, idź sprawdzić.- przewrócił oczami nasłuchując jakiś tajemniczych odgłosów które pochodziły z dołu.
-To może któryś z rodziców, pójdę lepiej zobaczyć.- sapnęłam obojętnie wychodząc cichaczem z pokoju. Usłyszałam jakiś śmiech dochodzący najwidoczniej z kuchni i dwa rożne głosy. Na początku chciałam się nie ujawniać ponieważ nie do końca wiedziałam kto tam był. Skierowałam się cichymi krokami zaraz obok drzwi od kuchni zaglądając przez ich szparę. Kiedy tylko mój wzrok odnalazł dwójkę ludzi, nie mogłam dowierzyć w to co widzę. Po prostu dla mnie było to...jak nóż w plecy. Moja matka siedziała na blacie kuchennym w swoim biurowym stroju a pomiędzy jej nogami stał jakiś obcy mi facet w garniaku. Mimo, że był on odwrócony do mnie tyłem to byłam pewna, że nie był to mój ojciec, nawet bardziej niż pewna.
-A gdzie twoja córka? Nie chciał bym aby ktokolwiek nam przeszkadzał.- próbował się dowiedzieć, dalej całując moją rodzicielkę po szyi. Mogłam już stwierdzić, że straciłam do niej cały szacunek. Calutki.
-Jest u koleżanki i pewnie wróci troszkę później a Richarda nie będzie cały dzień więc mamy dla siebie chwilkę.- zaśmiała sie mierzwiąc mu dłonią włosy. Po chwili byli do siebie tak przyssani, że zapewne nic nie było w stanie odwrócić ich uwagi.
Czułam sie okropnie...
Jak jakiś śmieć.
Czułam sie okłamywana i oszukiwana.
Nie mogłam dowierzyć temu, że moja matka zdradzała tatę. To było okropne uczucie. Czułam w sobie jakiegoś rodzaju pustkę której nie dało się opisać i scharakteryzować i wstręt… wstręt do niej.
-Mamo jesteś dziwką.- szepnęłam pod nosem widząc jak niewinne pocałunki tej dwójki przechodzą w coś bardziej namiętnego i nawiązującego do seksu. To musiało trwać już naprawdę długo.
-Słyszysz? Jesteś dziwką mamo! Nie, nie! Nie jesteś już nawet moją matką, zdecydowanie nie! Zwykła dziwka!- kiedy zobaczyłam jak dotykają sie nawzajem w taki sposób nie mogłam tak dłużej...wybuchłam totalnym rykiem, idąc ze zdenerwowania w głąb kuchni i takim sposobem sie ujawniając. Mój głos był pokryty zawiedzeniem i całkowita złością. Tamta dwójka momentalnie od siebie odskoczyła rzucając sobie nawzajem nietypowe spojrzenia.
-Jo...co ty tu robisz?- po długim milczeniu moja matka się w końcu odezwała zasuwając swoją elegancką spódnice.
-Tylko tyle masz do powiedzenia?! Może wypowiedz się na swój temat zdradliwa szmato. Jak mogłaś? Jak mogłaś zrobić to tacie? Ja sie kurwa pytam jak?!- nie pytajcie mnie co mną kierowało. Ale osoby które nigdy nie znalazły sie w takiej sytuacji to nie miałyby pojęcia przez co teraz przechodziłam.
-Stop! Nie odzywaj sie tak do swojej mamy młoda damo!- kiedy tylko zdałam sobie sprawę, że ten obcy mi mężczyzna do mnie przemawia miałam ochotę wydłubać mu oczy.
-Po pierwsze to już nie jest moja matka a po drugie o chuj ci chodzi? Odpierdol sie! Mogę sobie mówić do dziwek jak tylko chcę i co tylko chcę!- to stało sie tak szybko, że nie mogłam w to wierzyć. Facet matki tak sie wkurzył na moje słowa, że po chwili jego płaska ręka wylądowała na moim policzku. Słyszałam wokół siebie jakieś głosy. Krzyki mojej matki ale ja byłam gdzie indziej... moje myśli były gdzie indziej. Stałam sztywno i próbowałam się otrząsnąć ale słabo mi to wychodziło.
Z perspektywy Harrego;
Poolow mnie wkurzyła do takiego stopnia, iż przeszło do tak zwanych ręko czynów. Nie byłem z siebie zadowolony, że nie mogłem się od tego powstrzymać i tak jakby wyżyłem się na niej, ale miałem swój powód. Ona za dużo sobie wyobrażała. Ja wiedziałem jedno i wiedziałem też to, że nigdy nie zmienię swojego zdania ani siebie. Stałem się taki nie bez powodu i wiem, że zawsze będę tym najgorszym co wcale mi nie przeszkadzało bo kochałem taki być i sam wybrałem tą drogę, więc nienawidziłem patrzeć jak ktoś próbował mnie zmienić i myśleć, że jest dla mnie jakakolwiek nadzieja choć ja wcale jej nie chciałem. Dla mnie to było proste zawsze będę skurwysynem i nikt w tym pieprzonym świecie nie zdoła mnie zmienić. Rozsiadłem się na łóżku dalej rozmyślając nad tym wszystkim. Jo nie pojawiała sie bardzo długo o mnie strasznie irytowało. Kiedy tylko usłyszałem jakieś krzyki które dochodziły z dolnej części mieszkania, od razu wyszedłem z jej sypialni zeskakując pędem po schodach. Kiedy tylko znalazłem sie przed kuchennymi drzwiami usłyszałem niewinny jęk Jo. Nie wiedziałem kompletnie co jest grane. Wyjrzałem przez drzwi, próbując dowiedzieć się co się dzieje. Zauważyłem matkę Jo i jakiegoś faceta.
-Czemu ją uderzyłeś?!-krzyknęła jej matka roztrzęsionym głosem kierując te słowa w stronę tego typa.
-Nie powinna odzywać się w tak sposób do swojej matki.-widać, że był on zakłopotany i wstrząśnięty ale czekaj, co? Wszystko powoli zaczęło mi sie układać w głowie. Dopiero teraz dojrzałym roztrzęsioną Joele która trzymała się za czerwony od uderzenia policzek. Nie mogłem tak dłużej stać z założonymi rękami gdyż wszystko we mnie buzowało. Wszedłem do pomieszczenia nie zastanawiając sie długo do czego to wszystko prowadzi. Kiedy znalazłem sie juz w środku nie mogłem powstrzymać sie od podejścia niebezpiecznie blisko tego typa.
-Uderzyłeś ją? Naprawdę?- nie czekałem nawet na odpowiedz rzucając sie na niego z pięściami, słyszałem jakieś krzyki nade mną ale szczerze mówiąc, gówno mnie to obchodziło. Ten typ leżał na ziemi prawie nieprzytomny a ja nie mogłem przestać okładać go pięściami. Zaprzestałem kiedy tylko usłyszałem zapłakany głos Jo.
-Harry! Moja matka dzwoni na policję! Chodź, musimy się stąd wynosić.-momentalnie stanąłem na równe nogi chwytając dziewczynę za rękę i biegnąc w stronę wyjścia. Na policję? Nie wystarczyło, że jej mąż był policjantem? Co za gówniana baba.
-Nie jest dobrze.- szepnęła brunetka kiedy tylko znaleźliśmy sie w aucie jadąc coraz szybciej.
-Nie przesadzaj.-mruknąłem dodając momentalnie gazu. -Jak potrwałoby to trochę dłużej to byłoby źle z tym facetem.- szepnęła ocierając łzy z policzków.
-Jo...
-Nie Harry, prawe go zabiłeś...

*
Cześć wam! Zacznę od pierwszej sprawy a więc jestem chora i nie czuje się najlepiej ale specjalnie dla was napisałam i dodałam rozdział, więc tym bardziej prosiłabym chociaż o krótkie komentarze. Wam to nie zajmuje dużo czasu, czego nie można powiedzieć o pisaniu kolejnych rozdziałów.
Drugo sprawa to taka, że chciałbym zaprosić was do obserwowania kont na Twitterze głównych bohaterów @JoPoolow and @MonsterHStyles
Oraz zadawnia im pytań na ask’u

+Jedna dziewczyna prosiła mnie o polecenie swojego bloga o Harrym, więc proszę bardzo http://unmasked-fanfiction.blogspot.com/ Zapraszam do czytania : )

To chyba tyle z mojej strony a jeśli macie jakieś pytania to zapraszam http://ask.fm/Patricila

piątek, 13 września 2013

Seventeen

Promienie słońca które wydobywały się spod rozsuniętych zasłon sprawiły, iż momentalnie się obudziłam. Co prawda wcale nie miałam na to ochoty, ponieważ głowa pękała mi w szwach  ale postanowiłam, że pójdę im na rękę. Kiedy tylko otworzyłam szerzej powieki i przejechałam wzrokiem pomieszczenie w którym się aktualnie znajdowałam, trochę się zdziwiłam ponieważ nie była to moja sypialnia tylko samego Harrego. Ten fakt mnie z początku przeraził ale postanowiłam głęboko oddychać i doprowadzić do tego abym przestała się spinać o cokolwiek. Z minuty na minutę zaczęłam sobie uświadamiać co takiego zdarzyło się wczoraj. Czy byłam zadowolona ze swojego zachowania? Zdecydowanie nie i też zdecydowanie musiałam zaprzeczyć, że cokolwiek mogło mnie usprawiedliwić. Nie tylko zachowywałam się jak pierwsza lepsza szmata, która prawie przespała się ze Stylesem ale także wyjawiłam mu sprawy które powinnam pozostawić dla siebie.
 -Mogło być gorzej... mogło być zdecydowanie gorzej.- szepnęłam do siebie pod nosem próbując ulżyć jakoś własnemu sumieniu, choć nawet takie słowa nie pomagały.
 -Co mówisz kochanie?- kiedy tylko usłyszałam głos Harrego tuż nad moim uchem prawie podskoczyłam ze zdziwienia. Myślałam,  że jestem sama, całkiem sama. Ale jak się okazało to wcale nie byłam taka osamotniona.
-Harry! Zwariowałeś?- krzyknęłam z lekko przyśpieszonym oddechem. Nie spodziewałam się nikogo więc trochę się przestraszyłam odzywki jego osoby.
 -No co jest? - zapytał śmiejąc się głupio pod nosem.
-Przestraszyłeś mnie!- warknęłam na niego przewracając oczami.
 -Przepraszam, nie chciałem.- spoglądając na jego twarz, widziałam jak próbuje mnie nabrać na te jego maślane oczka i słodki uśmiech. A czy mu się udało? No dziwne żeby nie.
 -Okay, nic nie szkodzi. Powiedz mi lepiej która godzina?- zapytałam układając się do pozycji siedzącej. Zauważyłam, że Harry przechyla się do stolika nocnego a kołdra momentalnie zsunęła się z jego ciała. Miał na sobie jedynie bokserki, a jego ciało? potrafiło pewnie zwalić z nóg więc dobrze, że siedziałam.
 -Wiem, kochasz na to patrzeć.- Zaśmiał się Harry zauważając jak nie krępuje się wpatrując się w jego klatę.
-Bardzo śmieszne. Ty mi lepiej powiedz która godzina?-  po raz kolejny przewróciłam na niego oczami, dając mu do zrozumienia żeby w końcu się zamknął z tymi swoimi głupkowatymi gatkami które potrafiły doprowadzić człowieka do skomplikowanej nerwicy.
-W pół do szóstej.- odpowiedział krótko wyskakując z łóżka.
-Dopiero?!- krzyknęłam sama nie dowierzając, że jest weekend a ja mam otwarte oczy o tak wczesnej porze. Kochałam spać więc to był pierwszy powód do zdziwienia.
-Jeśli chcesz to możesz jeszcze spróbować zasnąć...
-Dzięki za pozwolenie ale nie.- odpowiedziałam kpiąco a zarazem obojętnie. Uwierzcie, że jakbym chciała spać to już bym próbowała to robić ale dobrze wiedziałam, że mi się to nie uda. Za dużo miałam na głowie.
-Rodzice myślą, że jesteś u Sue?- zapytał Styles przystając zaraz koło drzwi. Spoglądał na mnie przez jakiś czas wyczekując odpowiedzi.
-Tak, myślą, że spędziłyśmy cały wieczór nad przygotowywaniem referatu.- zaśmiałam się trochę drętwo na swoje słowa na co Harry się nieco skrzywił.
-Okłamałaś ich?
-Jak widać. Czy mógłbyś mnie teraz odwieźć do domu?- zapytałam mając nadzieję, że zgodzi się od razu bez żadnego marudzenia.
-Tak wcześnie?- zdziwił się nieco przecierając swoje zaspane oczy.
-Tak, tak wcześnie. Wolałabym żeby rodzice nadal mi ufali a jak wrócę do domu jeszcze wcześniej niż tego oczekują to pewnie będą zadowoleni.
-Rozumiem, nie ma sprawy. Pozwól tylko, że się ubiorę.- uśmiechną się i zaraz zniknął za drzwiami. Byłam mu wdzięczna, że nie zaczął wymyślać jak nie wiadomo kto tylko przystał na moją prośbę. Od razu rozglądnęłam się po pokoju w poszukiwaniu mojej torebki i już po chwili dostrzegłam ją w samym koncie na podłodze. Pierwsze co wyciągnęłam to czyste ciuchy na przebranie które spakowałam dzień wcześniej do Sue, ponieważ miałam taką świadomość, iż tym razem na pewno mi się przydadzą i wcale się nie myliłam. Po chwili znalazłem też komórkę aby sprawdzić czy nikt się do mnie nie dobijał ale na całe szczęście nie zobaczyłam na ekranie ani jednego nie odebranego połączenia, czyli wszystko szło jak po maśle. Nie przejmując się kompletnie niczym zdjęłam ze siebie brudną bieliznę i szybkimi ruchami założyłam świeżutkie ciuszki. Wrzuciłam wszystko do torebki i zbiegłam po schodach. Nawet nie miałam ochoty aby spojrzeć na siebie w lustrze czy też skorzystać z toalety. Wolałam to po prostu zrobić w domu.
-Już gotowa?- zdziwił się Harry spoglądając na mnie z góry na dół.
-Jak widać.- zaśmiałam się zdając sobie sprawę, że dopiero co wyszedł z pod prysznica.
-Nawet ja taki szybki nie jestem.- prychnął kiwając w śmieszny sposób głową. Skrzywiłam się trochę w jego stronę i zaczęłam popychać go w kierunku schodów.
-Pośpiesz się!- krzyknęłam dając mu do zrozumienia, że ma ruszyć ten swój zarozumiały tyłek.
-W porządku już idę, na stole masz tosty a w górnej szufladzie dżem i miód. Jak tu przyjdę to wszystko ma być zjedzone!- Rozkazał krzycząc i zaraz go nie było. Musiałam przyznać, że mimo wszystko byłam głodna jak wilk więc było mi to na rękę, że Harry przygotował dla mnie śniadanie i musiałam przyznać, że nie spodziewałam się takiego czynu z jego strony. Kiedy tylko wysmarowałam cztery tosty truskawkowym dżemem pochłonęłam je w zadziwiająco szybkim czasie i do tego musiałam jeszcze czekać na Harrego.
-Nareszcie!- zawołałam z wielką ulgą dostrzegając jego osobę zaraz obok drzwi. Wkładał na stopy buty.
-Wow, już wszystko pochłonęłaś? Myślałam, że dziewczyny jedzą tyle co nic. - w jego oczach mogłam doznać prawdziwe zdziwienie no i sama też poczułam się źle z tym, że dla niego pochłonęłam te żarcie jak wieloryb.
-To nie był komplement, prawda?- bardziej spostrzegłam niż zapytałam.
-Mnie się tam to podoba, że masz apetyt.-zaśmiał się próbując mnie chyba w jakiś sposób pocieszyć. Ale póki co to nie musiałam się niczym martwić ponieważ moja waga była bardzo niska, więc nie było co 'jeszcze' szlochać.
-Dobra, nieważne. Pośpieszmy się.- pogoniłam go wstając od stołu i przekładając swoją torebkę przez ramie. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że mam ze sobą tylko szpiki. Nie zastanawiając się długo chwyciłam je w dwa palce i wyszłam na zewnątrz na boso. Harry nie komentując tego co robię, spojrzał tylko na mnie cicho się podśmiewając. Kiedy tylko wsiedliśmy do auta zapadła grobowa cisza ale tak było prawie zawsze i zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Droga do mojego domu ani trochę się nie dłużyła więc miałam tylko skromną nadzieję, że moi rodzice będą jeszcze spać ale byłam niemal pewna, że tak też będzie ponieważ nie byli porannymi ptaszkami chyba, że chodziło o dni robocze choć często zdarzało się tak, iż pracowali w weekendy.
Harry trzymał niewielką odległość od mojego domu i zatrzymał się dwa domy przed moim za co byłam mu ogromnie wdzięczna.
-Może wejdziesz?- zapytałam trochę nieśmiało ponieważ głupio mi było pytać o takie coś. Trochę bałam się, że powie, iż nie ma czasu na takie pierdoły czy coś w tym stylu.
-Co?- zapytał krótko podnosząc ku górze jedną z brew.
-Udajmy, że nie było tego pytania, jeśli nie chcesz to rozumiem.- już miałam wyjść z auta ponieważ czułam się jak kretynka ale jego przyciągnięcie ręką mnie zatrzymało.
-Mam wejść tarasem?- zapytał szeroko się uśmiechając. Od razu odwzajemniłam uśmiech przytakując tylko głową.
-Załatwione tylko zaparkuje auto gdzieś dalej.- sprostował na co ja wyszłam szybko z jego wozu patrząc jak odjeżdża w przeciwną stronę. Biegnąc truchtem, upchałam swoje szpilki do torebki starając się abym nie zaliczyła żadnej gleby. Kiedy byłam już w pobliżu domu przyśpieszyłam swoje tępo jeszcze bardziej, ponieważ nie chciałam aby moi rodzice znów zastali mnie w progu drzwi lecz tym razem bez butów, uwierzcie, że nie miałabym nawet pomysłu jak się z tego wytłumaczyć nie tylko dlatego, że nie wiedziałabym jak ale był jeszcze jeden powód, na przykład taki, iż moja głowa nadal nie dawała o sobie zapomnieć! Otwierając pośpiesznie drzwi wejściowe, starałam się też nie narobić hałasu swoją osobą i musiałam przyznać, że nawet mi się to udawało. Gdy tylko znalazłam się w środku napotkałam tam kompletną ciszę co oznaczało, że albo moi rodzice  znajdują się w pracy albo też smacznie śpią ale zdawało mi się, że pierwsza opcja bardziej do nich pasuje choć nie mogłam powiedzieć, że mi się to nie podoba. Gdy tylko znalazłam się w swoim pokoju wyciągnęłam ze szafy długie, czarne leginsy i szeroką, szarą koszulkę z napisem 'I'm all you need'. Kochałam soboty które mogłam poświęcić na leżeniu w łóżku w wygodnych ciuchach, dla mnie to była sama przyjemność. Pobiegłam w stronę łazienki zamykając ją za sobą i szybko wskakując pod prysznic. Wyszorowałam się i opłukałam natychmiastowo wychodząc i doprowadzając swoje włosy do lekkiego porządku czyli wiążąc je w koka. Pośpiesznie umyłam zęby i ponownie przemyłam twarz wycierając się na koniec ręcznikiem. Ubrana i czysta wyszłam z toalety. Nie musiałam nawet przypominać sobie samej o przeciwbólowych tabletkach ponieważ moja głowa nadal pękała. Nie zastanawiając się dłużej wyszłam ze swojego pokoju kierując się do sypialni rodziców. Weszłam cichaczem ale jak się okazało to nie potrzebnie ponieważ i tak nikogo tam nie zastałam.
-Mamo? Tato?- zawołałam tak na wszelki wypadek aby się upewnić i nie popełnić żadnej niepotrzebnej mi gafy. Nikt się nie odezwał czyli oznaczało to tylko jedno, wolna chata. Skierowałam się szybko do szufladki nocnej czytając etykietki z tabletkami aż w końcu natrafiłam na te przeciwbólowe. Wzięłam jedną schodząc do kuchni i przepijając ją wodą. Po chwili zastanowienia wyciągnęłam z szafki paczkę chipsów wsypując ją do średniej miski i z powrotem kierując się do góry.
-Dłużej się nie dało?- zaśmiał się Harry który zdążył się już rozgościć leżąc na moim łóżku.
-Niestety nie.- odpowiedziałam krótko siadając na fotelu.
-Chodź tu do mnie.- zaproponował poklepując miejsce obok siebie i przesuwając się trochę. Nie wiedziałam czy mam się ruszyć z miejsca czy jednak pozostać tam gdzie jestem.
-Co?- postanowiłam jednak poudawać głupią co zawsze najlepiej mi wychodziło. Przynajmniej w tym mogłam się sprawdzić.
-No nie udawaj głuchej tylko chodź tu do mnie.- zaśmiał się Harry nadal poklepując miejsce obok siebie. Ja jak to miałam w zwyczaju przewróciłam momentalnie oczami ale postanowiłam w końcu ruszyć się z miejsca i tak też zrobiłam. Chwyciłam za miskę chipsów którą wcześniej postawiłam na biurku i skierowałam się w stronę chłopaka. Położyłam się obok kładąc miskę pomiędzy nami. Widziałam tylko jak ciągle mi się przypatruje z dołu co mnie kompletnie krępowało.
-Nie patrz się tak.- syknęłam złośliwie.
-Czemu?- to pytanie z jego ust miało poważną barwę a ja wcale nie miałam na niej poważnej odpowiedzi. Zamiast zachować się jak normalny człowiek i odpowiedzieć na pytanie to sięgnęłam po garść chipsów i zapchałam ją sobie buzię. Styles tylko zarechotał na mój czyn i nic więcej oprócz tego, że dołączył do mnie także pożerając zawartość miski. Nasza rozmowa rozkręciła się dopiero po jakimś czasie aż w końcu zebrałam w sobie odwagę aby zapytać o jedną sprawę która męczyła mnie już od pewnego czasu.
-Mam do ciebie pytanie.- zaczęłam trochę niewinnie bojąc się rozwinąć to o co mam zapytać.
-Tak?- odezwał się dopiero po chwili namysłu spoglądając na mnie z pewnym zaciekawieniem.
-Z iloma dziewczynami zdążyłeś się związać?- zapytałam natychmiastowo spuszczając wzrok. Mogłam się założyć, że moja twarz jest cała czerwona. Te pytanie było trochę nie na miejscu ale ja koniecznie chciałam znać odpowiedź, a kiedy ja już coś chciałam to musiałam to wiedzieć.
-Jesśli o to ci chodzi to jeszcze nigdy nie miałem dziewczyny.- odpowiedział niby obojętnie ale czułam coś w jego głosie. Nie smutek, absolutnie nie. To było coś w rodzaju obawy.
-No to może zapytam inaczej. Z iloma dziewczynami się przespałeś?- to wypłynęło z moich ust tak szybko, że nie mogłam tego kontrolować ale wiedziałam, że strzeliłam w dziesiątkę bo twarz Harrego momentalnie pobladła a we mnie to się aż buzowało.
-To teraz nie ma jakiegokolwiek znaczenia.- odpowiedział krótko zerkając na mnie co jakiś czas. Wiedział, że jestem zła. Zła to było mało powiedziane. Było mi przykro, głupio i czułam się beznadziejnie. Nie byłam jego dziewczyną to prawda ale wiedziałam, że coś coraz bardziej mnie do niego przyciągało.
-Dla mnie ma to znaczenie więc odpowiedz.- dążyłam zawzięcie aby tylko odpowiedział na moje pytanie. Nieważne jak bolesna miała być prawda, ja i tak wolałam ją znać.
-Daj spokój na co ci to wiedzieć?- przewrócił oczami a ja zdążyłam zauważyć, że coraz bardziej się irytuje rozmową ze mną.
-Bo mnie to interesuje.- nadal nie dawałam za wygraną.

-To nie twoja pieprzona sprawa i koniec tematu.
*
Jeśli zawiodłam was tym rozdziałem to mi bardzo przykro.


Jak macie jakieś uwagi to tutaj: http://ask.fm/Patricila

poniedziałek, 2 września 2013

Sixteen

Proszę o Przeczytanie notki pod rozdziałem. +Ostrzegam! Poniżej znajduje się wątek seksualny, więc czytasz wyłącznie na własną odpowiedzialność.
_________________________________________________________________
Z Perspektywy Harrego;

Zawsze byłem kolesiem kochającym seks. A seks z osobą na którą byłem napalony już tak długi czas, byłby jeszcze bardziej gorętszy. Ale tak prawdę mówiąc to jaki normalny człowiek nie kocha seksu? Myślę, że wszyscy a jeśli już się ktoś znajdzie to za pewne nie jest on normalnym osobnikiem. To czysta przyjemność a przyjemności się kocha, nieprawdaż? Poza tym Jo była stuprocentową dziewicą a mnie tym bardziej takie coś kręciło. Nie raz ani nie dwa rozdziewiczyłem dziewczynę ale to było dopiero wyzwanie. Joela Poolow, córka policjanta który zamordował mojego brata. Czysta zemsta. Jej czysty smak. Mogłem już zacząć sobie wyobrażać jak w nią wchodzę. Jak ona krzyczy moje imię z podniecenia. Po prostu czyta przyjemność, nic dodać i nic ująć. To prawda była pijana… ale? Ale to ona wszystko zaczęła i w sumie ludzie po alkoholu robią coś czego tak naprawdę chcą tak samo jest ze słowami, mówią prawdę więc muszą też robić to czego pragną. Czułem, że nie było przeszkód aby zastopować całą akcje. Więc postanowiłem iść na całość póki jeszcze mogę i byłem pewny tego, że i ona nie zapomni tej nocy do końca życia. Bo w końcu kto zapomniałby orgazm który spowodował sam Harry Styles? No proszę was.
Wróciłem do rzeczywistości kiedy Jo górująca nad moim ciałem, po raz kolejny otarła się swoim kroczem o moje. Jęknąłem cicho zdając sobie sprawę, że już dłużej nie wytrzymam. Była taka odważna ale w sumie stosunek z osobą spokojną i wrażliwą byłby wyzwaniem a ja kocham wyzwania. Przysunęła się bliżej mnie a wtedy mój język wkroczył do akcji wsuwając się gwałtownie do jej ust. Każde z nas walczyło o dominacje ale nie było wygranej, ponieważ oboje byliśmy równie natarczywi. Dziewczyna rozdzieliła nasze usta patrząc na mnie z góry i cicho się podśmiewując. Była zdumiewająco urocza. Jej dłoń spoczywała na moim nagim torsie a palce co jakiś czas przesuwały się w dół. Patrzyłem na Jo całkowicie oniemiały. To nie była ta sama dziewczyna. No ale co się dziwić, musiała bardzo dużo wypić, bardzo, bardzo dużo. Nawet nie byłem w stanie sobie wyobrazić tego, ile musiała mieć alkoholu we krwi ale takim czymś? Nigdy nie pogardzę. Jej delikatne paluszki dotarły do moich bokserek ale ona wcale nie miała zamiaru ich ściągać. Zamiast tego położyła rękę na moim kroczu dotykając moich klejnotów przez bokserki.
-Jo…- jęknąłem ściskając jej tyłek dłońmi. Ta dziewczyna działała na mnie w sposób, którego nie dało się opisać nawet słowami. To nie był zwykły dotyk… to był jak dotyk anioła. Może brzmiało to dziwnie oraz tandetnie ale realistycznie.
-Cicho Harry!- zaśmiała się głupkowato. A po chwili zauważyłem, że jej twarz się czerwieni. Zdecydowanie była zawstydzona. Postanowiłem się nie odzywać i pozwolić jej dokończyć to co zaczęła. Jo wiedząc dobrze o co mi chodzi od razu przeszła do rzeczy. Spojrzała na moje krocze, a gdy dostrzegła moją erekcje jej oczy zaszły zdumieniem ale także onieśmieleniem. Bawiło mnie to w niesłychany sposób. Lubiłem kiedy się zawstydzała wyłącznie z mojego powodu.
-Harry?- jej twarz zmieniła swój wyraz, a sama ona zeszła ze mnie kładąc się obok. Byłem trochę zawiedziony, że zaprzestała tego co robiła ale też ciekawy tego co ma do powiedzenia.
-Tak słoneczko?- zapytałem ciepło przewracając się na bok tak aby dobrze ją widzieć. Jej oczy pokryły się smutkiem, wiedziałem, że coś jej leży na sercu tylko co?
-Czemu mnie zostawiłeś? Czemu nie było cię tyle czasu, kiedy potrzebowałam twojej obecności? Nie widziałam cię, nie słyszałam i nawet nie czułam… zostawiłeś mnie i nawet nie przejmowałeś się tym co się ze mną dzieje, miałeś mnie kompletnie w dupie!- ostatnie słowa niemal wykrzyczała. W jej kącikach oczu zaczęły się zbierać łzy a jej ciało ustawiło się do pozycji siedzącej. Była odwrócona do mnie plecami. Nie wiedziałem co powiedzieć czy też zrobić. Nie wiedziałem kompletnie nic, nie spodziewałem się tego. To było dla mnie kompletnym szokiem. Przecież jeszcze przed chwilą wyglądało na to, że dobrze się bawi. Myślałem, iż dzisiaj nie przejdziemy do tego tematu ale najwyraźniej było to nieuniknione.
-Jo…
-Nie! Wiesz co? jesteś beznadziejny.- załkała cicho ocierając rękoma łzy. Również ustawiłem się do pozycji siedzącej przez co znajdowałem się zaraz za nią.
-Ciągle zawadzałem twojemu życiu, więc postanowiłem dać ci trochę luzu. Przecież przez cały ten czas non stop się o to modliłaś, prawda? Zawsze chciałaś żebym zniknął z twojego życia, no powiedz, że nie mówię prawdy?- sam do końca nie mówiłem prawdy. W tygodniu kiedy ani razu nie odwiedziłem Jo, byłem strasznie zarypany przeróżnymi zleceniami i wcale nie miałem zamiaru dać jej spokój. To nawet nie wchodziło w grę. Chciałem jeszcze się przekonać czy będzie za mną tęsknić i co? Sprawdziło się. Zawsze miałem racje ale w tej sytuacji było mi jej piekielnie szkoda. Nie wiedziałem, że aż tak się tym wszystkim przejmie, nawet się tego nie spodziewałem.
-Dbasz tylko o siebie! Powiedz mi jedno. A gdyby mi się coś stało to… to przejąłbyś się? Chociaż troszkę?- jej głos drżał a słowa były takie nietrwałe, takie niezdecydowane. Bała się usłyszeć odpowiedzi, bała się piekielnie tego jakie będzie moje zdanie. Przybliżyłem się do jej ciepłych pleców obejmując ją w talii. Moje usta zbliżyły się do jej ucha.
-Jo, uspokój się przecież nic się nie stało.- wypowiedziałem to próbując się opanować. Nie chciałem na nią krzyczeć bez powodu. Nie chciałem rujnować między nami tej ciepłej atmosfery ale najwidoczniej to ona już prysła.

Z perspektywy Jo;

Moje serce biło trylion razy szybciej niż w normalnych okolicznościach. On sprawiał, że mój oddech stawał się ciężki a zarazem lekki jak motylek. Nie mogłam kontrolować niczego. Raz towarzyszyła mi złość, raz smutek, radość. To było piekielnie trudne. Ale kiedy usłyszałam z jego ust takie słowa jak ‘Jo, uspokój się przecież nic się nie stało.’ Miałam ochotę uderzyć go w twarz i to tyle? Przecież to nie była nawet odpowiedź na moje pytanie. Doprawdy? Kiedy jego słowa nie były mi wcale potrzebne, to miał zawsze dużo do gadania a kiedy dawałam mu głos to odpowiadał jednym, krótkim i do tego beznadziejnym zdaniem.
-Po pierwsze to nie odpowiedziałeś na moje pytanie a po drugie? Po drugie! to skąd wiesz, że mi się nic nie stało? Przecież wcale cię przy mnie nie było. Wolałeś załatwiać inne gówno niż przyjść do mnie i zobaczyć czy wszystko gra. Nie wierzę, że jesteś takim kretynem, Harry nie wierzę.- powiedziałam z wątpieniem a kiedy moje słowa dobiegły końca poczułam, że ciało Harrego sztywnieje. Był zły? Nie wiem, nie obchodziło mnie to. To była jego wina, nie moja. To on najpierw zachowywał się jak chory i nie opuszczał mnie na krok a później znikał i nie było po nim żadnego, pieprzonego śladu. Tak w końcu mogłam się do tego przyznać. Tęskniłam za nim przez te całe ciągnące się siedem dni. Tęskniłam jak cholera ale próbowałam o tym nie myśleć.
-Robisz dramat z niczego.- powiedział słabo trochę się uspakajając. A ja? wtedy to już nie mogłam. Wiedziałam, że to koniec, wiedziałam, że zaraz wybuchnę jak nigdy. Robisz dramat z niczego? Z niczego robie dramat? Z dramatu robie nic? Po prostu, kurwa no nie. Byłam szatańsko wkurzona.
-Oh, tak? Bo w sumie to, że ktoś włamał się do mojego domu dobierając się do mnie i gdyby nie moja przyjaciółka to dawno byłaby zgwałcona to dla ciebie nic? Jesteś bezczelny, wiesz?- śmiałam się mu prosto w twarz, dokładnie tak. Kiedy tylko wyprowadził mnie z równowagi nie mogłam tak po prostu siedzieć i mówić jak grzeczna dziewczynka. Od razu rzuciłam się na proste nogi i zamiast poważnego głosu śmiałem się bo wydawało mi się to bardziej odpowiednie. Ale czy było? Nie wiedziałam. Nie wiedziałam ponieważ nie byłam pewna czy cokolwiek co robiłam pod wpływem alkoholu było odpowiednie. Dopiero po minie Harrego uświadomiłam sobie co zrobiłam. Odnowiłam maszynę, maszynę do wściekłości, gniewu, wulgarności i przemocy. Maszynę do zabijania. Harry patrzył prosto w moje oczy a ja momentalnie zesztywniałam. Przecież nie powinnam była tego mówić. To było zabronione. On mi zabronił, on mi zagroził. Cofnęłam się o kilka korków zdając sobie sprawę, że popełniłam kilka bardzo poważnym błędów.
-Słucham?- Harrego głos był twardy i srogi, wiedziałam, że nie odpuści.
-Nic. Tak tylko żartuje. Wiesz po pijanemu mówi się różne głupoty…- próbowałam improwizować ale nawet to mi się nie udawało.
-Nie rób ze mnie debila, idiotko.- znów spieprzyłam sprawę. Dla niego znów byłam głupią idiotką a to bolało. A kiedy takie słowa wydobywały się z jego słów to czułam się gorzej niż zazwyczaj, gorzej niż do dupy a nie wiem czy tak się dało.
-Po prostu nie ważne. Nie możemy o tym zapomnieć? Proszę.- zaskomlałam cicho, błagając w myślach aby posłuchał i zaprzestał być tak natarczywy. W sumie to i tak wiedziałam, że nic z tego nie będzie ale nadzieje można mieć.
-Jak on wyglądał? Kiedy to było? Powiedz i przestań kłamać.- jego ton był ostry. Tak ostry, iż momentalnie na moim ciele pojawiły się ciarki. Spojrzałam na niego obolałym wzrokiem i siadłam na dywanie opierając się plecami o łóżko.
-Nie mogę ci powiedzieć Harry. Jeśli ci powiem to on zabije kogoś z mojej rodziny… przyjaciół albo… albo ciebie.- czułam się tak bezradna. Było mi piekielnie głupio. Co ja sobie myślałam? Co ja sobie do cholery myślałam? Zawsze wszystko szło w najgorszym kierunku.
-Nie pieprz głupot Poolow. Ja sam umiem zadbać o siebie, czego nie można powiedzieć o tobie. Mów albo załatwimy to inaczej.- zmurowało mnie. Nie mogłam uwierzyć w to co powiedział. On mi groził? Jeszcze kilkanaście minut temu prawie się z nim kochałam. Teraz tylko mogłam dziękować Bogu, że do niczego poważniejszego nie doszło.
-Wiesz co Harry? Nic ci nie powiem a wiesz dlaczego? Bo już bym wolała być zgwałcona przez tego kolesia, niż żebyś ty znów próbował położyć na mnie te brudne rapska. Jak możesz być … być taki jaki jesteś? Jak? O co ci tak naprawdę chodzi? Myślisz, że bicie jest lepsze od gwałcenia drugiej osoby? Myślisz, że ból sprawia mi przyjemność? Nie! To nie jest miłe kiedy mi grozisz. Właśnie w takich chwilach modle się abyś zniknął, rozumiesz? Więc zniknij! Odejdź lub cokolwiek!- byłam roztrzęsiona i to chyba odpowiednie słowo. Zauważyłam, że chłopak zbliża się do mnie owalnymi krokami. Patrząc w podłogę ujrzałam jego stopy przed oczami. Nie minęło nawet pięć sekund a on przykucnął przy mojej osobie.
-Przepraszam.- wyznał cicho ale szczerze. Skąd wiedziałam, że to było szczere? Po prostu wiedziałam i tyle. Jego wzrok był szczery. Cały on był w tej chwili taki wyrazisty. Spojrzał mi w oczy. Jego dłoń uniosła się w kierunku mojej twarzy a wtedy jego opuszki palców przejechały leciutko po moich ustach. Chciałam się odezwać… powiedzieć cokolwiek ale nie mogłam. Zamilkłam razem z powiekami które leciutko się przymknęły na jego przyjemny dotyk ust. Pocałował mnie, tak delikatnie. Tak jak nigdy.
*
Chciałam tylko napisać, że zaczyna się rok szkolny i rozdziały będą rzadziej! Chyba wiadomo z jakich powodów. Bo SZKOŁA i NAUKA. Jak ja nienawidzę tych słów.

Dziękuję za 91 obserwujących. Za 38,422 wyświetleń. 713 komentarzy. 138 osób które wpisało się do zakładki ‘informowani’.
Dziękuję, że jesteście!

Jeśli chcecie o coś zapytać to mój ask: http://ask.fm/Patricila