sobota, 15 marca 2014

twenty-five

-Co jest grane? -Harry się obudził odzywając się tym swoim seksownie zaspanym głosem. Ja tylko patrzyłam na niego zdumionym wzrokiem. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Więc kiedy ja go olałam dzień wcześniej, on tak po prostu znalazł sobie jakąś prawdopodobnie  pierwszą lepszą laskę do pieprzenia i... I ją przeleciał? To chyba jakiś kiepski żart, no kurwa bez jaj, a ja chciałam mu podarować swoje zaufanie, chociaż spróbować ale jak widać chyba nic z tego nie wyjdzie i za pewne nigdy by nie wyszło. Czy zawsze musi tak być kiedy próbuję pomóc naszej znajomości? Chyba po prostu nie jesteśmy sobie pisani, czy coś. Ale dlaczego mielibyśmy być? Przecież nienawidzimy siebie nawzajem. Chyba. Dla mnie to co miałam przed oczami było podłym posunięciem. Mogłam zostać z Clarkiem. Już jego towarzystwo dla mnie byłoby chyba o wiele lepsze niż spędzanie czasu i uganianie się za tym podłym dupkiem, który myśli tylko o dziewczynach i gorącym seksie. Prychnęłam głośno machając głową i wyobrażając sobie co musiało między nimi wcześniej zajść. Ten obleśny obraz nie mógł wyparować z mojej głowy, oczywiście na moje cholerne nieszczęście, bo co w tym przyjemnego? Kompletnie nic, uwierzcie.
-Dobra chociaż była? -zapytałam ledwo co powstrzymując łzy.
 -Jo, to nie tak jak wygląda.-Harry rozbudził się momentalnie orientując się, że to właśnie ja jestem w jego sypialni, widać, że nie był zadowolony z osoby która przed nim stoi. Nie był zadowolony, że się tu pojawiłam, ale czy to oznaczało, że po prostu nigdy nie pasowało mu moje towarzystwo? Czy po prostu był przerażony tym, iż widzę go w takiej jednoznacznej sytuacji, która mówiła wszystko sama za siebie. Najbardziej czego nienawidziłam to tego zdania ‘to nie tak jak wygląda’ a jak to wyglądało? Przecież wyglądało to tak jak miało wyglądać. Nie rozumiałam czemu on zawsze to powtarzał, czemu oni wszyscy to powtarzali. Nie tylko w życiu, ale i w tych głupich filmach które uwielbiałam oglądać ale teraz traciły dla mnie jakikolwiek sens, nawet nie chodzi mi tylko o romansidła które puszczają w telewizji ale też o książki. Zawsze to irytujące zdanie które doprowadzało i zawsze będzie doprowadzać mnie do szału. W mojej głowie panował kompletny mętlik którego nie mogłam zapobiec. To była jakaś makabra. Miałam tysiąc myśli na sekundę i nie mogłam tego powstrzymać. Czułam się słabo i głupio. Co ja tutaj w ogóle robiłam? Co ja sobie w ogóle myślałam tutaj przychodząc? Pusta idiotka, tak ze mnie, no i przy okazji z dziewczyny która spała jak zabita koło Harrego. Dała mu się zaciągnąć do łóżka pewnie ledwie go znając, więc oznaczało to, że jest równie pusta i naiwna jak ja. Dwie idiotki w jednej sypialni, wręcz zdumiewające.
Mimo, że myślałam o czymś innym w głowie dalej szumiały mi jego ostatnie słowa. To nie tak jak wygląda, to nie tak jak wygląda… Czy oni wszyscy są pozbawieni mózgu? To nie tak jak wygląda? Co mi chciał przez to powiedzieć? To, że nie uprawiali seksu tylko tak po prostu leżą obok siebie nago i nic więcej? No proszę was, za bardzo znałam Stylesa. Miałam ochotę zapytać na co to wygląda ale dobrze wiedziałam co usłyszę. Najpierw ciszę, później zająkiwanie się i zbicie z tropu, a następnie proooszę daj mi wyjaśnić i te puste słowa które nie mają znaczenia.
Litości ludzie, za dużo przebywałam z tym człowiekiem żeby go nie znać.
-Wiesz co mogłam zostać u twojego brata, mogłam to jemu dać się zerżnąć...-nie wiedziałam co mówię. Po prostu byłam wściekała. Ale czemu? Przecież nienawidziłam Harrego a o mnie, prawda? No prawda co nie? Był okropny i traktował mnie jak gówno! I nigdy nie przestawał tego robić nawet jak potwornie cierpiałam! Boże… ale chyba mi na nim w pewien sposób zależało. Nie wiem czemu! Tak po prostu, tak po prostu… Nie byłam z tego zadowolona, no ba! Ciągle próbowałam to ukryć ale po prostu nie dawało się. Przy każdej najbliższej sytuacji wszyscy mogli mnie rozszyfrować, przecież jestem taka łatwa w tym. Czasem za dużo gadam a czasem za dużo pokazuje. Jak na przykład teraz! Przecież byłam na niego zła i właśnie to mu pokazywałam złość, smutek, oburzenie, wątpliwość. W co ja się do cholery wpakowałam. W miłość? Przecież ja nigdy nie kochałam i on też nie. W jego słowniku nie było czegoś takiego jak miłość i w moim też nie. On nienawidził tego słowa, nie rozumiał go, nie popierał, a co najlepsze nie wierzył w żadną pieprzoną miłość. A ja ją rozumiałam? Ja w nią wierzyłam? W ogóle co to jest miłość? Na czym ona polega…
-Słucham?!-krzyknął najwidoczniej nie mogąc uwierzyć w słowa które wyszły przed momentem z moich ust. Ja sama nie wierzyłam w to co powiedziałam, ponieważ było to zdecydowanie kiepskie i nie na moim poziomie i oczywiście tak nie myślałam. To było kompletną bzdurą ale czasem tak mam, że powiem coś za nim pomyślę a później tego żałuję ale pewnie nie jestem jedynym przypadkiem na tym świecie który tak postępuje. Pewnie wręcz przeciwnie. Jestem taka jak inni, nie wyjątkowa więc ten problem posiada pewnie większość żyjącej na tym świecie ludzkości.
-Co? Coś ci nie pasuje?- zapytałam szorstko mrużąc na niego oczy. Pomimo tego, że wiedziałam, iż moje słowa nie mają sensu to i tak postanowiłam nie przestawać ich wypowiadać, bo co jak co ale byłam pewna, że Harrego argumenty będą niczym w porównaniu do moich. Zachowywałam się jak zdesperowana nastolatka, no ale taka już byłam! Nie! Nie zdesperowana ale pochopna i nieprzemyślana. Poza tym ja przynajmniej stosowałam głupie słowa, podłe i nawiązujące do postaci seksualnej i dobrze o tym wiedziałam no i co najważniejsze żałowałam tych wypowiedzianych bredni. A on? On przeszedł do czynów, pewnie nawet ich nie żałował tylko dobrze wspominał wspólne chwile spędzone z tą lalą i to chyba tyle na ten temat. Dlaczego ja miałam żałować tego co powiedziałam skoro on zrobił coś o wiele gorszego? Wiem, że słowa są czasem gorsze niż popełnione czyny, ale to nie tyczy się tej sytuacji i nawet głupiec przyznałby mi racje.
Harry wstał z łóżka i skierował się szybkim krokiem w moim kierunku. Powtarzam! Wstał i podszedł do mnie, całkiem nago… oniemiałam. Po prostu zabrakło mi słów i momentalnie zrobiło się sucho w ustach. Czułam jakby utknęła mi jakaś wielka klucha w gardle czy cokolwiek takiego, nie mogłam przełknąć śliny, to było straszne. No wyobraźcie tylko sobie tą scenę. Oczywiście obczaiłam go z góry na dół, co po chwili zrobiło się dla mnie krępujące ponieważ Harry to spostrzegł, a na mojej twarzy zawidniały spore rumieńce. Zrobiło mi się cholernie głupio i niezręcznie.
Wtedy znalazł się kilka centymetrów ode mnie. Przybliżył swoją twarz jeszcze bardziej… i jeszcze dopóki nasze usta nie zaczęły się dotykać, a języki razem współpracować. Poniosłam się chwili zapominając przez chwilę w jakiej sytuacji go tutaj zastałam. Czułam jak Harry ocierał swoim ciałem o moje. Um… to było takie niezręczne ale również podniecające. Oderwaliśmy się od siebie aby zaczerpnąć powietrza. A wtedy popełniłam największą gafę świata.
-Całowałam się z Clarkiem ale później wybiegłam z jego mieszkania i dlatego tutaj jestem…
Wyszczerzyłam oczy zdając sobie sprawę, że nie powiedziałam tego w myślach tylko na głos. Co ze mnie za głupia kretynka. Nie mogłam uwierzyć w potok słów który wydobył się z moich ust. Czułam jakby naprawdę się to nie wydarzyło. To co się zdarzyło przed sekundą naprawdę nie miało miejsca… nie mogło mieć! Przecież to głupota! Czysta głupota, jak to w ogóle zabrzmiało… co on sobie pomyślał.
Spojrzałam na niego, a wtedy Styles uderzył pięścią w ścianę która znajdowała się zaraz za mną, raniąc sobie przy tym kostki u ręki i zdzierając potwornie skórę, ale najwidoczniej nie był ani trochę tym poruszony. Dla niego pewnie taki ból to pestka czy tam bułka z masłem przy tych wszystkich sytuacjach jakie w życiu przeszedł, w swoich potwornym życiu oczywiście pozwolę sobie dodać.
-Mówisz poważnie?- jego głos wyrażał niedowierzenie. Zaśmiał się wściekle wzdychając i nerwowo gładząc swoje włosy. Był wściekły i dobrze o tym wiedziałam. Zawsze potrafiłam go wkurzyć, ale to nie znaczy, że chciałam. Gdybym nie chciała to bym tego nie robiła. Ale to był impuls. Nie, nie to nawet nie był impuls to były moje myśli które zostały wypowiedziane na głos i nie miałam zielonego pojęcia jak to się stało. Przecież nie miałam nawet takiego zamiaru, nie miałam takiego zamiaru żeby one opuściły moją głowę wychodząc na światło dzienne do ludzi. To okropne, że czasem nie kontroluje tego co mówię i robię, a nawet myślę!
Na serio tak bardzo się tym przejmowałam? Okej, ja całowałam się z jego bratem i nieświadomie się do tego przyznałam, a on? On robił coś o wiele gorszego, sypiał z jakąś dziewczyną i na pewno nie miał zamiaru mi się do tego przyznać i nawet bym się z tym nie łudziła.
-Dziwka…- splunął wściekły w moim kierunku. To było już dla mnie za wiele, mógł sobie nazywać tak pannę z którą się pieprzył ale nie mnie! Ja nic takiego nie zrobiłam w porównaniu do niego! Zachowywał się jak popieprzony skurwiel i to po raz kolejny. Czy chociaż raz w życiu mógłby mnie nie oczerniać i nie zwalać wszystkiego na moją osobę i spróbować dostrzec też co sam on wyprawia, a nie widzieć u siebie sama plusy a za to u mnie tylko negatywne rzeczy. Nie byłam taką wstrętną sobą żeby zasługiwać na takie określenia jak dziwka, szmata, kurwa, cipa. Miałam tego dość.
-Ty mówisz, że jestem dziwką tak? To kim ty kurna jesteś w takim razie? Męską bezlitosną kurwą? Tak zdecydowanie, albo może i nawet znalazłoby się lepsze określenie co do twojej podłej osoby. Harry! Musisz pojąć jedno! Ty nie jesteś idealnym człowiekiem, patrz ile ty krzywd mi wyrządziłeś i potem porównaj sobie z tym co ja takiego zrobiłam tobie.
Po chwili wyglądając za plecy Harrego zauważyłam, że jego laska od pieprzenia siedziała obudzona na łóżku. Biedna, nasze krzyki musiały ją przebudzić no i wyczujcie tą ironie. Ona na chwilę odwróciła moją uwagę, spoglądałam na jej twarz, była piekielnie zdezorientowana i nie wiedziała co się wokół niej dzieje, ale wcale się nie dziwiłam jej reakcji, siedziała dalej przyglądając się całej tej akcji.
Nadal byłam oburzona. To nawet było mało powiedziane. Nie tyle co byłam obudzona ale zawiedziona. Nie tylko Harry mnie zawiódł ale i cały ten świat na który tak mocno liczyłam.
-Nie mów do mnie takim tonem…
-Bo co?- zmarszczyłam brwi nie mogąc uwierzyć, że ten dupek ma do mnie jeszcze pretensje, z tego powodu w jaki sposób do niego mówię. To było chore, on był chory. Nie tylko chory ale i popieprzony jak wszystko inne.
-Bo gówno, kurwa.- poczerwieniałam ze złości słysząc jego słowa. Chujowy z niego dupek i tyle na jego temat.
-Jesteś bezczelnym, kłamliwym sukinsynem który nie zasługuje na nic! Nawet na odrobinę szczęścia i miłości od drugiej osoby, jesteś podły i bez serca.- już nie mogłam dużej udawać, że jestem twarda, nie mogłam powstrzymać łez które ciągle tylko myślały o tym aby popłynąć po moich policzkach. Po prostu to zrobiłam, popłakałam się wybiegając z jego głupiego mieszkania. Smarki leciały mi z nosa tak samo jak łzy które wydobywały się z moich oczu. Czułam się beznadziejnie. Czy to cholerne życie kiedykolwiek przestanie dawać mi w kość? Nie wiedziałam gdzie mam się podziać, co zrobić i w co wytrzeć ten cholerny nos! Nie przejmując się swoim wyglądem który za pewne był tragiczny, wsiadłam do autobusu z myślą o tym, że pojadę do mojej najlepszej przyjaciółki. Z nadzieją… z nadzieją, że ona mnie zrozumie.
-Jo? Co się stało? Wyglądasz okropnie! Jakby przebiegło po tobie stado baranów, albo gorzej! Boże, dziewczyno! Wchodź do środka bo jak ktoś cię zauważy to się dosłownie przestraszy.- kiedy tylko pojawiłam się w progu jej drzwi, z jej ust wylał się momentalny potok słów. Nie wiedziała co się stało, ale mówiąc to co powiedziała miała nadzieję, że mnie rozśmieszy a nie zdołuje. No i  mogłam przyznać z ręką na sercu, że jej próba poprawienia mi humoru chociaż na te pięć sekund powiodła się. Zaśmiałam się przez płacz powodując potok smarków z mojego nosa. Naprawdę musiałam wyglądać tragicznie.
-Chodź bekso. Nikogo nie ma w domu więc możesz płakać do woli, jeśli tylko przyniesie ci to ulgę. Ale za nim zaczniesz to robić to się wysmarkasz i wszystko mi opowiesz, od początku do samego końca i żadnych sekretów!
No i właśnie tak się stało, opowiedziałam jej wszystko od samego początku aż do końca. Czułam jak kamień spada mi z serca gdy te wszystkie wydarzenia wyleciały z moich ust. Czułam taką niesamowitą ulgę, że nie dało się tego opisać prostymi słowami.
-Nie rozumiem tylko jednego…- zamyśliła się Sue kiedy tylko skończyłam jej wszystko opowiadać.
-To znaczy czego?- zmarszczyłam niezrozumiale brwi czekając niecierpliwie na jej odpowiedź.
-Skoro on mścił się na twoim tacie z tego powodu, że on zabił jego brata to co robi Clark wśród żywych?- zapytała mnie zdezorientowana przyjaciółka. Musiałam przyznać, że sama nie znałam odpowiedzi na to pytanie. Ale skoro mój ojciec zabił jego brata to prawdopodobnie Clark był jego drugim bratem i innego wyjaśnienia na to nie było. To wszystko było diabelsko skomplikowane.
-Myślę, że po prostu on jest jego drugim bratem! Wiesz, to dziwne… albo nie dziwne, ale ja z Harrym nie rozmawialiśmy chyba ani razu na tematy rodzinne, więc prawdopodobnie jest tak jak powiedziałam. Tylko zastanawia mnie jedno, co się wydarzyło pomiędzy nimi, że tak bardzo skaczą sobie do gardeł. Przecież to bracia, no rodzina! Powinni się kochać mimo wszystko a wcale tak nie jest. Gdybyś widziała jak na siebie patrzyli, po prostu w ich oczach widziałam nienawiść jakiej jeszcze nigdy na tym świecie nie dostrzegałam, przysięgam i to z ręką na sercu.- buzia mi się dosłownie nie zamykała, ale to dobrze bo zapominałam chociaż na chwilę o tym co się wydarzyło w domu Harrego. Gadanie mnie uspakajało, a tym bardziej nawijanie które nie miało końca.
-Okej, może i są braćmi i myślę, że to najbardziej prawdopodobne ale mam jedno zastrzeżenie. Skoro twierdzisz, że rodzina powinna się kochać mimo wszystko, nawet tego co się stało i było to za pewne straszne. Ale powtarzam, to rodzina! To dlaczego nie pogodzisz się z rodzicami? Przecież to twoi rodzice Jo, nie możesz ich nienawidzić przez resztę życia. To oni cię wychowali i to oni cię stworzyli i mimo wszystko kochają i zawsze będą kochać. Więc pomyśl czasem jak coś powiesz i sama tego przestrzegaj. Pamiętaj to rodzina!
Nie mogłam uwierzyć, że mi to wygarnęła ale tak, miała racje. Miała mimo wszystko. Miałam ochotę ją zabić za to, że powiedziała mi całkowitą prawdę, bo choć się z nią zgadzałam to nie chciałam powiedzieć tego na głos. Nienawidziłam moich rodziców, nienawidziłam tego co mi zrobili i tego co zrobili sobie nawzajem, ale równie dobrze ich kochałam. Tylko nie wiedziałam czy bardziej darze ich miłością czy też tą chorą nienawiścią do własnej rodziny, ale miałam powód i ten powód był ogromnym bólem który siedział mi na sercu i nie chciał się wyleczyć, a nawet gdyby próbował to i tak zostałby po nim wielki ślad, którego nikt nie zdołałby nigdy zatrzeć ani schować przed moimi oczami, aby nie przypominał mi tego co się stało, tego jaką krzywdę wyrządzili mi właśni rodzice, tak wielką jak i sobie nawzajem.
Sue patrzyła na mnie tymi swoimi zmartwionymi oczami, wyczekując chyba na odpowiedź. Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć, sama nie wiedziałam co mam myśleć o całej tej sprawie. Nie chciałam teraz podejmować tej decyzji, za dużo się u mnie działo a to jeszcze bardziej namieszałoby mi w życiu. Postanowiłam odstawić tą sprawę na później, myśląc jakby się tu wykręcić od odpowiedzi kiedy właśnie usłyszałam dźwięk mojej komórki. Wyciągnęłam ją pospiesznie z kieszeni krzywiąc twarz, ponieważ dostrzegłam, że to wiadomość od Harrego. Przez chwile zastanawiałam się czy naprawdę chcę wiedzieć co napisał, ale moja ciekawość była nie do ugaszenia. Od razu odblokowałam telefon wchodząc na wiadomość.
‘Gdzie jesteś? Musimy pogadać, to pilne’
Od razu odpisałam, że nie chce go znać i żeby dał sobie spokój bo to, że będzie dla mnie raz miły a później będzie wyzywał od dziwek wcale w niczym nie pomoże. Dziesięć minut później dostałam od niego kolejną wiadomość.
‘Jakoś dowiedzenie się gdzie jesteś nie było trudnym zadaniem. Wyjdź albo ja ci w tym pomogę, słoneczko’

I już po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Byłam przerażona, co się stało z tym miłym Harrym? Czułam się jakbym pisała z kimś całkiem obcym, z kimś kogo poznałam na początku. Z mordercą bez serca…
*
No i mamy 25 rozdział mam nadzieję, że się spodobał :) piszcie co myślicie, komentarze dodają mi motywacji i chęci.
Jeśli macie jakieś pytania do mnie to proszę bardzo: http://ask.fm/Patricila
Albo jak chcecie zapytać o coś głównych bohaterów to proszę, to ich ask'i: http://ask.fm/MonsterSyleshttp://ask.fm/JoPoolow
Do następnego! :) 

czwartek, 6 marca 2014

twenty-four

UWAGA
PROSZĘ PRZECZYTAĆ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!
----------------------
Po tym jak Harry wyszedł z mieszkania blondyna, wstałam z podłogi chwiejnym ruchem i skierowałam się do wyjścia. Oboje byli stworzeni do kłamania czemu on od razu nie przyznał się do tego, że Harry to jego brat. Nie tylko łączyły ich kłamstwa ale też morderstwa, przekręty, krzywdzenie innych i ta cholerna wrodzona bipolarność. Nie chciałam się pakować w jakąś relacje z jego bratem. Najlepiej jakbym go w ogóle nie poznała. Ciekawa jestem jak on tylko się ukrywał przez tyle czasu.
-Gdzie się wybierasz? -zapytał chłopak o imieniu Clark jeśli w ogóle dobrze zrozumiałam jego imię. Więc pytał gdzie się wybieram? Chciałam być jak najdalej od nich. Tylko tyle. Nie wiem dokąd.
-Do przyjaciółki, albo ciotki... Albo rodziców! Gdziekolwiek byle nie tutaj! -nie miałam bladego pojęcia dokąd mam pójść.
-Spójrz lepiej na godzinę. Nigdzie nie idziesz. Pójdziesz kiedy się prześpisz i to przemyślisz całą tą sytuację, przecież nie ma sensu włóczenie się o tej godzinie. I nie obawiaj się mnie, nic ci nie zrobię, bo nie jestem taki zły jak to mój brat ujął.-buzia nie zamknęła mu się na moment póki nie skończył. Co za człowiek. Przynajmniej nie grozi jego towarzystwie krępująca cisza, która potrafi dosłownie zabić. No i co niby miałam się tak po prostu zgodzić i ulec? Nie miałam już siły do nich. Może nie byli tacy sami, byli podobni do siebie. Nie tylko z wyglądu ale i z charakteru. W sumie i tak nie mogłam go tak od razu oceniać. Ponieważ? Ponieważ go dobrze nie znałam. To może mogłam chociaż spróbować? Może to właśnie Harry przesadzał bo dopadła go zazdrość. Hm, bardzo możliwe. No i pewnie też dlatego próbował mnie uświadomić, że Clark jest o wiele gorszy niż on? A może tak naprawdę nie ma w nim ani chrzty mordercy. Przecież kiedy go poznałam nie zachowywał się jak jakiś podły sukinsyn, nie wspominając już o Harrym który był dla mnie istnym piekłem.
-W porządku. I tak myślę, że gorszym człowiekiem od Harrego nie może być nikt.-odparłam wzdychając. Miałam ten dzień po dziurki w nosie i wolałam już sobie go bardziej nie utrudniać, bo gdzie bym miała pójść o tej godzinie! Wszyscy by mnie chyba zamordowali bez chwili zastanowienia.
-W sumie to bym się z tym nie zgodził ale myśl sobie jak tam chcesz. Chodź za mną zaprowadzę cię do pokoju w którym możesz się przespać... Chyba, że wolisz dzielić łóżko ze mną?- zaśmiał się głupkowato powodując, że skarciłam go wzorkiem ale nie w tak poważny sposób jak się wydawało. Nie był chamski, wręcz przeciwnie. Jego flirt w porównaniu do Harrego był taki niewinny. Ale sama nie wiem co mnie bardziej pociągało. Jestem trudna, wiem.
-Dla ciebie to była głupia zagrywka, ale teraz już wiem jaka jest różnica miedzy tobą a Harrym. -stwierdziłam zdecydowanym głosem jeszcze przez chwile zastanawiając sie nad moja tezą, do tej pory aż Clark w końcu zaciekawił się tym co mówię.
-No więc co nas różni? -zapytał podekscytowany jak widać nie mogąc sie doczekać mojej odpowiedzi. Obawiałam się tego czy mam mu to powiedzieć na 100%  nie chciałam żeby poczuł się pewnie. Nie chciałam żeby ktokolwiek czuł się przy mnie pewnie, nie lubiłam tego. Można to wykorzystywać w dużo możliwych sposobów. No ludzie, tyle razy się już w życiu sparzyłam więc mogłam stwierdzić, że lepiej jest być ostrożnym i dmuchać na zimne.
-Ty tylko rzuciłeś mi śmieszną uwagę na temat spania razem, a wiesz co by zrobił Harry? Zaciągnąłby mnie do tej sypialni siłą.-dokończyłam wchodząc do pokoju wskazanego mi przez blondyna. On tylko skinął głowa mrużąc na mnie oczy i wychodząc z pokoju. I tyle? Zabrakło mu słów? Przecież nie powiedziałam niż dziwnego, wstydliwego ani przerażającego. Nie trawię tych dwóch braci i czuję, że chyba nigdy ich nie zrozumiem. Minęło pół godziny i nic. Brak snu. Nic, nie mogłam zasnąć. Chmury myśli przejęły mój mózg. To było nie do zniesienia. Chciałam zasnąć ale nie potrafiłam. Do tego czułam Saharę w buzi. Nie dość, że było mi cholernie gorąco to jeszcze sucho w ustach jak diabli. Wstałam delikatnie z łóżka kierując się do drzwi. Gdy tylko znalazłam się obok schodów, zeszłam po nich jak najciszej dochodząc do kuchni. Zaglądając do kilku kuchennych półek poszukiwałam jakiegoś napoju, ale niestety nic nie znalazłam.
-Czego tu szukasz mała szmato? -usłyszałam za sobą dziewczęcy głos i wtedy prawie serce mi wyleciało.
-Co jest kurwa do cholery?- zaklęłam słysząc takie słowa do tego z dziewczyny ust i to do mojej osoby. Kiedyś zachowałabym stoicki sposób ale teraz? Teraz jestem jak burza, do tego z gratem, huraganem i wszystkim naraz. Jestem pod napięciem kiedy tylko widzę takie małe szmaty które myślą, że mogą mówić i robić co chcą.
-Pytam czego szukasz? Głucha jesteś czy kurwa jaka? -po raz drugi usłyszałam z jej ust ten okropny głosik, jeszcze chwila a miałam ochotę wybuchnąć jak nigdy dotąd.
-Jeszcze słowo. Uważaj na to co mówisz. Na Boga, kim ty w ogóle jesteś?- zapytałam zdezorientowana i do tego oburzona. Ta dziewczyna była co prawda ładna, miała piękne długie blond włosy, do tego widać było, że połyskiwały naturalnością. Duże brązowe oczy aż wierciły we mnie dziury i tą słodka trochę zaokrągloną twarz, serio miała interesująca urodę. Chłopcy lubią takie słodkie i bezbronnie wyglądające laski. Słyszałam, że pociąga ich w nich to, że mogą się nimi opiekować i troszczyć, to zabawne.
-Pytasz kim ja jestem? Ja tu mieszkam i jestem dziewczyną właściciela tego domu, więc ja pytam w takim razie kim ty jesteś?- spytała nieco spokojniej. Więc była dziewczyną Clarka? Cóż, szczęściarz z niego… albo z niej ale to nie znaczy, że ją lubię czy też jej zazdroszczę.
-Koleżanką.-odpowiedziałam krótko. Nie miałam już więcej co powiedzieć. Bo co niby? Sama przecież nie wiedziałam co tu dokładnie robię i kim jestem dla tego Clarka. Kurwa ja nawet nie wiedziałam kim jestem dla tego pieprzonego Harrego, a co dopiero dla jego brata. Jakie to wszystko kosmicznie popieprzone, do kwadratu.
-Od kiedy jakieś tam 'koleżanki' nocują w tym domu? -zapytała złowrogo piorunując mnie wzrokiem. Miałam jej dość. Nie mogłam w końcu zamknąć tej swojej paszczy czy coś? Była piękna ale była zwykła cipą, albo po prostu zazdrosną suką. Nie wiem która opcja bardziej pasowała. A może obie? To bardziej prawdopodobne.
-Co tu się dzieje? -z góry zbiegł Clark w samych spodniach dresowych przecierając zaspane oczy. Najwidoczniej go obudziłyśmy i widać, że bardzo go tym wkurzyłyśmy. Można było to poznać po jego srogim spojrzeniu i ostrym głosie.
-Ta suka się tutaj panoszy jakby była u siebie...-zaczęła jego dziewczyna ale on nawet nie pozwolił jej dokończyć, a widać było, że ta zdzira jeszcze nie skończyła co do mnie.
-Zamknij mordę i nie nazywaj jej w ten sposób.-blondyn chyba bardzo wkurzył się jej słowami skoro tak zareagował. Wow, a ona? Ona się tylko skrzywiła nie reagując ani słowem, na jej miejscu… Oh, wole nie mówić co bym powiedziała na jej miejscu, bo to nie jest zbyt grzeczne i cenzuralne. Teraz udowodnił, że był podobny do Harrego, ale czemu mnie bronił? Harry by mnie jeszcze zbeształ. Nie był zły na mnie, nie krzyczał na mnie, tylko na tą piękną istotę przed nim która była jego dziewczyną. Co było nie tak? Hm... A raczej co było z nim nie tak? Coś na pewno było, ale co to ja nie wiem.
-Przepraszam, to moja wina! Po prostu nie mogłam zasnąć, a do tego chciało mi się pić, więc zeszłam tutaj z zamiarem zgaszenia mojego pragnienia ale wtedy, wtedy przyszła twoja dziewczyna...
-Nie mogłaś zasnąć? Ah, mogłaś mnie obudzić! Dotrzymałbym ci towarzystwa.-zaśmiał się kompletnie nie zwracając uwagi na swoją dziewczynę. Ominął ją posyłając mi pełen uśmiech i wyciągając pustą szklankę i karton soku z lodówki, napełniając nim szklankę i podając mi go.
–Dziękując ci bardzo! Ratujesz mi życie.-zaśmiałam się leciutko ukazując rząd zębów w jego stronę, a po chwili obracając się w stronę gdzie stała jego dziewczyna, posłałam jej fałszywy uśmiech. -Dziękuję jeszcze raz! Lepiej pójdę już spać, dobranoc.-powiedziałam miło i skręciłam w lewy korytarz.
-Jo! To nie w tą stronę! Najlepiej będzie jak cię odprowadzę.-zaśmiał się na moją gafę po czym pociągnął w drugą stronę. Byłam kompletnie rozkojarzona, a po drugie miałam takie wytłumaczenie, że ten dom był ogromny a ja byłam w nim pierwszy raz więc łatwo można było się pogubić! No co? Każdemu może się zdarzyć a mi to było pewnie wskazane, jestem specem od istnego pecha i chyba już każdy to wie. Spojrzałam ostatni raz na jego dziewczynę. Miałam ochotę zaśmiać się na głos, bo ona dosłownie kipiała złością, pewnie miała ochotę wydłubać mi oczy. To był komiczny widok. Ale od kiedy ja zrobiłam się taką wredną suką? Nie, nie. Tylko dla wrednych jestem okropna, nie oszukujmy się.
-A ty o czym tak myślisz?- zagadnął mnie blondyn kiedy tylko znaleźliśmy się w sypialni w której miałam spędzić noc.
-O tym, że trudno będzie mi zasnąć.-musiałam coś wymyślić no nie? Chyba nie powiedziałbym 'Oh, stary o niczym takim. Tylko o tym, że kpie sobie z twojej durnej dziewczyny która działa mi na nerwy' to chyba tyle, haha. Tak dobry pomysł, może otworzę się i powiem mu całą prawdę, a wtedy zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi ever. Jest już ze mną źle. Nie ma to jak myśleć o spaniu. Bardzo dobry sposób wykręcenia się. W końcu to zawsze ja byłam osobą od gadania głupot, no hellą!
-Mogę ci w tym pomóc.- poruszał brwiami w górę i w dół a ja o razu zareagowałam śmiechem. Zanim zapytałam to ułożyłam się na łóżku na leżąco i wtedy otworzyłem buzie.
-To śmieszne! Ale słucham! w jaki sposób chcesz mi pomóc?- moje pytanie w końcu padło z moich ust. Oczywiście byłam osobą nieznośnie niecierpliwą i nienawidziłam czekać. A on chyba się zorientował bo specjalnie przedłużał swoją wypowiedź. Ile można było czekać?
-No więc mogę ci opowiedzieć bajkę na dobranoc.-zaśmiał się i usiadł zaraz obok mojego leżącego ciała.
-HA! HA! Bardzo zabawne! Czy ja wyglądam jak pięcioletnie dziecko? Nie jestem już małą dziewczynką i nie mam zamiaru słuchać bajek.- odpowiedziałam mrużąc podejrzanie na niego oczy. Serio bajki? Na coś lepszego go nie stać? No proszę was! Wolałabym zjeść pudełko tabletek nasennych niż słuchać bajek na dobranoc.
-Mogę ci pokazać jeszcze lepszy sposób. Może to pomoże.- przez chwile zastanawiałam się co znów głupiego wymyślił, a kiedy chciałam zapytać co to takiego, on tak po prostu złączył nasze usta. Nie wiedziałam co się do cholery działo. ON był w samych spodniach, miał gorącą budowę ciała... I działał na mnie tak niesamowicie. O Boże! Chyba się zapomniałam. Jego ręka jeździła delikatnie po moim tyłku od czasu do czasu go ściskając ale nagle wszystko zostało przerwane kiedy usłyszeliśmy głos jego dziewczyny
-Clark! Chodź tutaj! Jesteś mi potrzebny w łóżku.
-JAPIERDOLE, czego ona znów chce, przepraszam zaraz wracam.- przeprosił zdenerwowany i wyszedł. Nie! To się naprawdę nie stało. To niemożliwe!
-OCHYDA! -powiedziałam do siebie samej na głos. Nie mogłam tutaj dłużej zostać. Wybiegłam najciszej jak mogłam zakładając przed wyjściem na siebie płaszcz i buty tak po prostu uciekając. Dokąd? Nie miałam pojęcia. Szłam przed siebie od czasu do czasu przyśpieszając. Co minutę wyciągałam ze spodni swojego iPhone zastanawiając się czy nie zadzwonić przypadkiem po Harrego. Była już ósma rano, na pewno nie spał. Ale czy chciał mnie widzieć po tym wszystkim? No i drugie pytanie które mi się nasuwało, czy ja chciałam go widzieć po tym wszystkim? To wszystko było dwukrotnie popieprzone a ja nie wiedziałam co mam z tym zrobić. Nie zastanawiając się dłużej znalazłam w kontaktach numer Sue próbując do niej zadzwonić, nie odbierała. Zawsze tak z nami było, wyciszałyśmy telefony albo po prostu udawałyśmy, że nie słyszymy. Wolałyśmy się wyspać niż dowiedzieć się kto dzwoni. Ugh, ten głupi nawyk. Co ja miałam teraz zrobić?
Zaczęłam oddalać się od okolicy w której mieszkał Clark i rozpoznawać ten teren. Boże, w tych okolicach zamieszkiwał Harry. Jeszcze tego mi brakowało. To już było za dużo, zdecydowanie.
-Cześć kochanie.- usłyszałam za sobą jakiś głos, lecz był mi on całkowicie nieznajomy. Kiedy się odwróciłam w stronę mężczyzny także go nie poznałam. Chyba weszłam na niezbyt ciekawą dzielnice, ooo niedobrze. Chyba bardzo niedobrze.
-Nie jestem dla ciebie żadnym kochaniem.- odpowiedziałam oburzona słysząc jak mnie nazwał.
-Moja ślicznotko nie masz o co się tak wkurzać. Co robi tu taka piękna istota jak ty? Zabłądziłaś? Może pomogę odnaleźć ci drogę.- ten skurwiel coraz bardziej mnie wkurzał. Nie dość, że wyglądał obleśnie to nazywał mnie w taki sposób.
-Po pierwsze nie jestem twoja więc nie masz prawa mnie tak nazywać. Po drugie to tak, w sumie możesz mi pomóc dotrzeć do mojego chłopaka bo mieszka w okolicy i właśnie na mnie czeka, ale troszkę się pogubiłam.- wiedziałam, że Harry sieje wszędzie grozę a nie chciałam żeby ten tutaj obleśny typ cokolwiek mi zrobił. On tylko się zaśmiał i przez chwilę mi się przyglądał ale w końcu otworzył usta i przemówił
-Więc jak ma na imię twój chłopak, złotko? -zapytał szczerząc zęby. Ohydny typ. Mogłabym to powtarzać co chwilę a i tak by mi się to nie znudziło, bo to tylko prawda!
-Harry… Harry Styles.- kiedy wypowiedziałam jego imię z nazwiskiem mina kolesia spoważniała. Już się nie uśmiechał, tylko się nad czymś uważnie zastanawiał.
-A więc to twój chłopak? Chodź za mną zaprowadzę cię, to kilka domów dalej-zapytał z niedowierzeniem po czym szybko stwierdził, że mi pomoże. Kiedy dotarliśmy na miejsce podziękowałam mu fałszywie zdając sobie z tego sprawę, że gdybym nie miała takiej wymówki jak HARRY STYLES to ten gnojek by mnie w jakiś sposób wykorzystał.  On ostatni raz zerknął w moją stronę, idąc szybko w przeciwnym kierunku. Nie pukając nawet otworzyłam drzwi do mieszkania Harrego. Oczywiście były otwarte.

-Harry? -zawołałam chcąc się upewnić czy na pewno jest w domu. Byłam pewna, że jest ponieważ jego auto było zaparkowane przed garażem ale jednak wolałam to sprawdzić. Nie słysząc odpowiedzi ani żadnego znaku życia wyszłam schodami do góry zaglądając do jego sypialni, weszłam tam nie próbując zachować się ani trochę cicho, ale to co zobaczyłam było o wiele za dużo jak dla mnie… Harry spał ale nie sam.
*
Wiem, że długo musieliście czekać ale trudno było mi się połapać z czasem! Piszę dlatego, że jestem chora i siedzę w domu. PRZEPRASZAM
Mam dla was ważną wiadomość!
Nie będę już informować na Twitterze o nowych rozdziałach. Mam z tym za dużo problemów i marnuje mi to zbyt dużo czasu. O kolejnym rozdziale będziecie mogli się dowiedzieć na moim ASK’U: http://ask.fm/Patricila

Postaram się dodać jak najszybciej! 

środa, 22 stycznia 2014

twenty-three

Z perspektywy Harrego;

Zacisnąłem mocno pięści widząc jak, ta suka patrzy na mnie przerażona próbując coś powiedzieć. Miałem ochotę ją w tej chwili tak po prostu rozwalić na milion kawałeczków. Sama się do mnie dowalała a teraz zachowuje się jakby to była moja wina. Ja jej nie kazałem dobierać się do mojego rozporka, no halo. No ale w sumie z drugiej strony nie ma co się jej dziwić, że próbowała się dobrać do mojego przyjaciela. Nie jedna wie ile on potrafi. Chwyciłem ją za nadgarstek i mimo protestów torowałem drogę wśród rozgrzanych ciał. Ta dziwka zapłaci za to. Skończy to, co zaczęła, czy jej się to podoba czy nie. Teraz to ona będzie prosić. Popchnąłem ją na ścianę i z głośnym hukiem zatrzasnąłem drzwi kabiny. Jej oczy zachodziły łzami, a warga trzęsła się w oznace bezsilności. Zapomniała z kim zadarła. Jestem Harry Styles, do cholery, a mnie się kurwa nie traktuje jak idiotę bo nim nie jestem do chuja.
-Wypuść mnie, proszę- wyszeptała próbując mnie wyminąć i nabrać na te kurewskie oczka. Przepraszam ale to nie ze mną te numery. Kpiący uśmieszek zarysował się na moich ustach, gdy desperacko próbowała wydostać się z toalety
-Na kolana- syknąłem, a widząc zdezorientowanie dziewczyny zaśmiałem się gorzko.
-chyba nie uważasz, że możesz tak po prostu iść? Musisz skończyć to co zaczęłaś, mała suko- jej ciało nie ruszyło się nawet o centymetr, a klatka unosiła się pod wpływem nierównego oddechu. Teraz udawała cnotkę niewydymkę a jeszcze chwilę temu chciała mi obciągnąć. Boże, dziewczyny w tych czasach są okropnie niezdecydowane. Raz bawią się w zwykłe dziwki a raz…
- Czemu nie dasz mi spokoju, Styles? - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i nabierając odwagi spojrzała wprost w moje oczy. Nie wiem czy myślała, że tymi bezbronnymi minami mnie przekupi czy wywoła litość… ale jakoś nie za bardzo było mi po doradzę uświadamiać jej, że ten plan się nie powiedzie.
-Chciałaś mi obciągnąć, teraz nie ma już odwrotu. Co się zaczyna to się kończy.- spojrzałem znacząco na moje krocze i unosząc brwi czekałem na to aż blondynka zacznie swoją robotę. No bo ile można czekać? Wcześniej jakoś nie musiałem jej do tego namawiać.
-No dalej, nie jedna chciałaby się za mnie zabić. Czemu odpuszczasz? - mój palec powędrował do jej policzka, kreśliłem abstrakcyjne wzory zjeżdżając na linię szczęki. Oddech zamierał w jej piersi, a z cichych pomrukiwań mogłem wywnioskować, że się jej to podoba. Docisnąłem swoje biodra do jej uda, a jej gardło opuścił jęk. Przylgnąłem ustami do płatka jej ucha. Wiedziałem, że ją to podnieca i że w końcu zmięknie. To było wręcz oczywiste.
-Wiesz, jak bardzo pragnę zobaczyć twoje usteczka owinięte na moim członku?- wychrypiałem przyciskając nabrzmiałego penisa do jej uda.
-Zobacz, jak twardy jestem dla ciebie.- Nie musiałem długo czekać. Dziewczyna pokiwała głową i z leniwym uśmiechem ścisnęła moje przyrodzenie. Jej palec kreślił kółka na wybrzuszeniu, gdy drugą ręką odpinała mój rozporek. Powoli ocierając się o moją klatkę piersiową zniżyła się na wysokość moich bioder. Chuchnęła na mojego kutasa i patrząc wyzywająco w moje oczy pociągnęła zębami za gumkę bokserek. Nie spuszczając ze mnie wzroku owinęła swój język na główce mojego penisa zlizując z niego lepką warstwę preejakulatu. Sapnąłem cicho wplatając palce w jej włosy. Oplotła ustami mojego przyjaciela i mocno zaciskając policzki pochłonęła całą jego długość. Desperacko wypychałem biodra znajdując się, o ile to możliwe jeszcze głębiej w ustach dziewczyny. Krztusiła się, ale mi to nie przeszkadzało. Zaczęła tą grę, niech ją skończy. Mój członek pulsował w jej ustach i czułem, że zaraz będzie finał. Przymknąłem powieki odchylając głowę do tyłu. Blondynka połknęła wszystkie soki mojego spełnienia oblizując przy tym wargi. Wstała i chciała mnie pocałować, na co ja odepchnąłem ją lekko.
-Dziękuje, suko- zaśmiałem się zapinając spodnie.
-Jeden z najlepszych lodzików jakie kiedykolwiek miałem - ostatni raz spojrzałem w jej stronę i kręcąc z politowaniem głową zostawiłem ją samą. Harry Styles zawsze dostaje to, czego chce. To śmieszne bo ona pewnie liczyła na coś więcej, ale jak widać przeliczyła się znacznie za dużo. Niektóre z nich zachowują się jakby mnie nie znały. Dla mnie w tej chwili liczy się tylko jedna osoba, tylko jedna dziewczyna…
Teraz skupiałem się tylko na jednym. Gdzie jest Jo?
Podszedłem do jednego z bramkarzy ponieważ byłem pewny, że oni wiedzą coś na ten temat.
-Widzieliście gdzieś dziewczynę z którą tutaj wszedłem?- zapytałem z wielką niecierpliwością którą można było dosłyszeć w moim głosie.
-Tak, jakieś piętnaście minut temu wybiegła stąd z Clarkiem. Była jakaś zapłakana…
-Z kim kurwa?- zapytałem po raz kolejny. To było niemożliwe… niemożliwe.
-Z Clarkiem…
Nie czekałam dłużej, tylko wybiegłem z klubu kierując się prosto do swojego samochodu.


Z perspektywy Jo;

-Co się stało?- blondyn spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem kiedy tylko znalazłyśmy się w jego wozie.
-Nic. Nieważne...- stwierdziłam próbując złapać czysty oddech. -Przecież to jest oczywiste, że coś jest na rzeczy. Bo w innej sytuacji nie wpakowałabyś mi się do auta, chyba mam racje prawda?- toczył dalej ten temat a ja już nie miałam siły... Nie miałam ani trochę…
-No mów co jest na rzeczy!- pospieszył mnie nieco gwałtowniejszym tonem.
-Nie krzycz na mnie! Poza tym to nie twoja pieprzona sprawa!- Warknęłam wściekła.
-Jak nie moja sprawa to wypad z auta!
-Co? Ale... Pieprzony gnojek! Wszyscy jesteście tacy sami!- wybiegłam z tego cholernego auta najszybciej jak tylko mogłam i biegłam przed siebie. Po chwili poczułam szarpnięcie za ramię i upadłam centralnie w kogoś ramiona.
-Co jest do cholery...
-Przepraszam! Poniosło mnie! Nie chciałem odzywać się do ciebie w ten sposób. Moja wina.- blondyn, znów ten blondyn. Wszędzie tylko on.
-Okej...- odpowiedziałam nie mając juz na nic kompletnie siły. Okej? Tak, okej! Chciałam po prostu trochę spokoju.
-Chodźmy.- stwierdził pociągając mnie za sobą. Jechaliśmy w ciszy. Nie wiem gdzie, chyba do niego. Jakoś mnie to nie obchodziło i chyba narazie nie miało nawet zamiaru. Po dziesięciu minutach jazdy w końcu zatrzymał swój samochód na parkingu ogromnego domu, ogromnego i pięknego domu...
-Wow, ty tu mieszkasz?- zapytałam pełna zdziwienia. Tego się akurat nie spodziewałam.
-Tak, mieszkam tu. Podoba się?- zaśmiał sie w ten swój tajemniczy sposób i zamykając drzwi pociągnął mnie w stronę wejścia do tej niesamowitej willi.
-Jest super!- odpowiedziałam będąc pod wielkim wrażeniem gdy tylko przekroczyliśmy próg drzwi. W środku było jeszcze ładniej niż na zewnątrz. Dosłownie.
-Która jest godzina?- dodałam po chwili namysłu. Chciało mi się piekielne spać ale nie ma co się dziwić.
-Piąta rano, a dokładniej piąta trzydzieści.- odpowiedział swobodnie idąc przed siebie a ja zaraz za nim.
-Słucham? Żartujesz prawda? Przecież ja na siódmą mam do szkoły czyli o szóstej musze wstać. To jakiś obłęd! Mam spać pól godziny?- moje niedowierzanie rosło we wściekłość.
-Kochana... Właśnie dzisiaj jest sobota. Też musisz iść do szkoły?- zaśmiał sie bardziej stwierdzając niż pytając. Nawet nie czekał na moją odpowiedz tylko pociągnął mnie za rękę wchodząc do pomieszczenia które wyglądało na kuchnie i na pewno nią było.
-A teraz opowiadaj.-posadził mnie na krześle a sam usiadł na przeciwko.
-Co…
-Tylko proszę teraz nie wymyślaj jakiś głupot, tylko po prostu opowiedz od początku aż do końca co takiego się wydarzyło.- poprosił przewracając oczami.
-Harrego pewnie znasz, prawda? Zresztą nieważne. Znasz bo sam o nim mówiłeś. Kiedy szłam przez tłum zobaczyłam korytarz i chciałam przez niego przejść ale wtedy zobaczyłam moją przyjaciółkę która klęczała… klęczała przed Harrym i rozsuwała mu przypórek. A kiedy to zobaczyłam już po prostu nie mogłam, nie mogłam… jak oni oboje mogli mi to zrobić.- kiedy to mówiłam z oczu nie poleciała mi ani kropelka łzy. Byłam twarda, przynajmniej próbowałam być i chyba nawet mi się to udawało.
-Ah, teraz to wszystko rozumiem. Nie ma co się rozklejać, Harry to…
-Nie rozklejam się jak widzisz.- skrzywiłam się słysząc to z jego ust. Przecież chyba nie był ślepy, nie płakałam, nie krzyczałam i nie…
-Ale wystarczy, że wcześniej to robiłaś.- przerwał mi marszcząc czoło tak jakby nie miał ochoty dłużej mnie słuchać.
Chciałam coś powiedzieć ale właśnie w tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Kto to?- zapytałam z ciekawości.
-Nie mam pojęcia, zaczekaj tu, pójdę sprawdzić.- rozkazał i skierował się w kierunku drzwi. Nie miałam zamiaru go słuchać i siedzieć w miejscu jak posłuszny piesek więc poszłam zaraz za nim. Otworzył drzwi a tuż przed nimi stał… Harry.
-O widzę twoja kultura jest większa niż wcześniej. Wiesz co to dzwonek do drzwi i … wiesz jak go używać! Gratulacje Harry.- zaśmiał się blondyn spoglądając na Stylesa. Zatem tamten tylko zmarszczył brwi, omijając go i wchodząc do środka.
-Jo…- zaczął kiedy tylko mnie zobaczył.
-Nie, nie. Skąd ty się tu wziąłeś? Kiedy ty się w końcu odwalisz. O Boże! Daj mi Święty spokój…- już po prostu nie mogłam. Jak go zobaczyłam to tak po prostu wybuchłam. Upadłam na kolana zalewając się łzami. Poczułam po chwili jego dłonie na moim ramieniu.
-Uspokój się… mogę ci to wszystko wyjaśnić! Tylko się uspokój.
-Jak mam się uspokoić, jak? Po prostu powiedz mi jak? Bo ja tego nie rozumiem…
-Jak kurwa? Normalnie. Japierdole z wami to zawsze jest problem! Jak z niejedną to z drugą. Czy wy wszystkie musicie być takie popierdolone.
-Harry daj spokój, ona ma chyba już dość na dzisiaj.- powiedział blondyn spoglądając na mnie współczującym wzrokiem.
-Clark, kochany braciszku a coś ty się taki dobry zrobił?- Harry zaśmiał się spoglądając w jego stronę.
-Przestań to nie czas…
-Oh, proszę cię. To kto tu jest tym krwistym mordercą bez serca? Ja czy ty?- Styles po raz kolejny zaśmiał się tym swoim bezczelnym śmiechem.
-Ty…- powiedziałam na głos wstając z podłogi.
-Co?- odezwał się brązowowłosy patrząc na mnie z grymasem na twarzy.
-Ty jesteś krwistym mordercą bez serca. To ty jesteś największym, pieprzonym gnojkiem na świecie. To ty jesteś najbardziej beznadziejny z możliwych. Ty jesteś okrutny i to właśnie ty nie masz serca!- wykrzyczałam mu to prosto w twarz no i … dostałam od niego prosto w twarz tak, że nogi się pode mną ugięły i spadałam ponownie na kolana delikatnie jęcząc pod nosem.
-Właśnie o tym mówiłam.-dodałam po chwili namysłu.
-Nie chcę ci nic mówić złotko ale właśnie mieszkasz pod dachem mojego brata, mojego. To znaczy, że geny mamy takie same i coś jest w nas takiego samego. A nawet blondyn z którym się zakumulowałaś ma chyba jeszcze więcej morderstw za sobą. Ale jak chcesz z nim tkwić pod jednym dachem i czekać aż stanie się coś ciekawego to powodzenia złotko. Tylko pamiętaj, że jestem ostatnim który cię ostrzegał…


 *
Chciałam tylko napisać, że osoby które nie rozumieją, że tak rzadko dodaje rozdziały albo niech po prostu odpuszczą z czytaniem,
 albo niech postarają się zrozumieć.
Od teraz z pisaniem pomaga mi jedna dziewczyna więc piszemy razem.



Jeśli są osoby które chciałby się zając prowadzeniem ich kont na Ask'u i Twitterze to pisać do mnie: http://ask.fm/Patricila

środa, 4 grudnia 2013

twenty-two

Wokół panował bezlitosny chaos, nad którym raczej nikt nie mógł zapanować, albo nikt nie chciał. W pomieszczeniu było dość ciemno, ale od czasu do czasu pomrugiwały kolorowe światełka. Impreza zamiast się kończyć, robiła się coraz bardziej tłoczna. Spojrzałam ostatni raz na obściskujące się pary i obracając się do nich tyłem wyjrzałam przez wielkie okno obcego mi domu, w którym się znajdowałam.Przed moimi oczami pojawiła się zakapturzona postać. Chłopak spojrzał na mnie chyba najbardziej mrocznym wzrokiem jaki mogłam sobie wyobrazić. Odchyliłam lekko wargi poprzez strach który zaczął we mnie buzować. Nie widziałam do końca jego twarzy, było zdecydowanie za ciemno abym mogła coś ujrzeć. 
-Zatańczysz?- obróciłam się z impetem słysząc męski głos zaraz za swoimi plecami.
- Nie dziękuje, nie mam ochoty.- odparłam chłodno spoglądając na obcego mi nawalonego gościa. Oglądając jego twarz ostatni raz, wyminęłam go i skierowałam się do drzwi.  Pobiegłam truchtem do okna przez które przed momentem wyglądałam. Nikogo tam nie było. Bacznie obserwowałam to miejsce przez jakiś czas ale kiedy stwierdziłam, że nie ma tam żadnej żywej duszy obróciłam się z zamiarem...
-Szukasz kogoś?- zapytała zakapturzona postać.
-Tak. To znaczy nie, nikogo nie szukam. Chciałam się jedynie przewietrzyć.
Chłopak ściągając kaptur, odsłonił swoją idealną i gładką twarz. Przyjrzałam się mu i dopiero wtedy go poznałam... Te złociste włosy. Wiedziałam, że je skądś kojarzę. Parking....

-Zamierzasz przespać tak cały dzień? Bo jeśli tak to uwierz, że jestem zdolny do zawalenia cię z tego  łóżka i to w dosłownym sensie. Co ty na to złotko? Jo! Do kurwy nędzy wstawaj! Teraz już nie żartuje!
Słysząc ten głos i ostry ton, moje powieki automatycznie się otworzyły chociaż wcale nie było im to na rękę.
-Czego chcesz? I gdzie... Gdzie ja jestem?- warknęłam zła od razu otwierając oczy. Na mojej twarzy pojawił się grymas gdy spojrzałem na Stylesa i na pomieszczenie w którym się znajdowałam. Jego pokój, super. Jak ja się tutaj w ogóle znalazłam? Musiałam zasnąć a on pewnie mnie przeniósł, spalam zapewne do tej pory,wręcz cudownie.
-Pytasz czego chce?- powtórzył po mnie Harry uważnie mi się przyglądając.
-Tak, właśnie czego chcesz? Mam już cię serdecznie dość. Nie rozumiesz, że dowiedziałam się o twoich, że tak powiem 'niecnych planach' i już nie mam ochoty być dłużej twoja zabawką ani przynętą? Zawiodłam się na tobie i tyle. Daj mi spokój i po prostu znajdź sobie inną tak samo naiwną i głupią dziewczynę, ale inną nie mnie, rozumiesz?
-Rozumiem.- przytaknął przyglądając mi się z wielką uwagą.
-Czyli to oznacza, że dasz mi spokój?- zapytałam pełna nadziei.
-Powiedziałem, że rozumiem a nie, że dostosuje się do tego co mówisz, a to jest jakaś różnica prawda skarbie?- zaśmiał się w ten swój wścibski sposób i wstał przechadzając się po pokoju. 
-Świetnie! Naprawdę! Świetnie! A co z moją ciocią? Będzie się o mnie martwić!- warknęłam wstając z łóżka i idąc w stronę Harrego. 
-O ciotkę nie musisz się martwić, myśli, że nocujesz u przyjaciółki.- powiadomił mnie Harry wyglądając przez okno i ani trochę nie zwracając na mnie uwagi.
-Jak to? U jakiej niby przyjaciółki? Ty nie jesteś moją przyjaciółką! Coś ty znów wykombinował?- we mnie się już po prostu gotowało. 
-Bez takich szczegółów, nie chce mi się opowiadać od nowa. Zadowól się tym, że twoja ciocia myśli, że jesteś u koleżanki robiąc kupę zadań domowych, a teraz jeśli możesz ubierz się i wychodzimy.-oznajmił mi Harry a jego brwi znacznie zaczęły podskakiwać do góry. Postanowiłam, że nie będę już więcej pytać o ciotkę iż wiedziałam, że ten bezmyślny człowiek mi nic nie powie, ale gdzie on chciał mnie targać o tej godzinie?
- Czyś ty kompletnie już zwariował? Jest pierwsza rano! Nigdzie z tobą nie idę! Bo niby kurwa gdzie?- dobrze wiedziałam, że mój język coraz bardziej przerażał, ale jak miałam się odzywać do niego w inny sposób? Wszystko co robił było niedopuszczalne i w pewien sposób karygodne. Jego całe zachowanie było karygodne i raczej wszyscy powinny przyznać mi racje co do oceniania go w taki a nie inny sposób.
-Oh, czy ty musisz zadawać zawsze tyle pytań? Idziemy do klubu. Po pierwsze to muszę się rozerwać a po drugie załatwić tam kilka moich spraw, więc ubierz się i nie sprawiaj oporów bo to nigdy nie kończy się dla ciebie dobrze.
-Dupek!- warknęłam spoglądając na niego zimnym wzrokiem. Byłam zmęczona i wcale a wcale nie miałam ochoty się nigdzie włóczyć, a już szczególnie nie po żadnych głośnych klubach i do tego z nim, czyste okropieństwo. 
-Pośpiesz się, daje ci dziesięć minut.-powiedział i skierował się do drzwi, wyobrażałam sobie, że rzucam w niego jakimś ciężkim przedmiotem i to przynosi mi ulgę, ale czar pryskał kiedy okazało się, że nic nie mogę zrobić i że to tylko moje ciche wyobrażenia.
-W co ja mam się niby ubrać?- rzuciłam tym pytaniem kiedy był w trakcie zamykania drzwi. 
-To co masz na sobie jest okej. Złotko nie przejmuj się, dla mnie we wszystkim jesteś piękna.- odpowiedział i zniknął zostawiając mnie samą. 
Skurwiel.
Spojrzałam w dół żeby sprawdzić co takiego miałam na sobie. Moim strojem okazały się ciemne wąskie dżinsy, a na górze nie szeroka bluzka z trzy czwartymi rękawkami, uchwyciłam wzrokiem jeszcze moja bluzę która leżała na ziemi. Cała różowa z zamkiem na środku. Od razu ją na siebie przywdziałam zasuwając suwak do połowy. Kiedy zrobiłam ze sobą porządek w łazience, usłyszałam z dołu głos Harrego wołający moje imię i pośpieszający mnie. Dupek, dupek, dupek.-powiedziałam na głos twierdząc, że mogłabym to powtarzać co chwile.
Stanęliśmy przed nieznanym mi klubem a raczej wejściem do klubu. Były to schody w dół. Czułam się jakoś obco schodząc tam. Klub był położony w centrum miasta i chyba był bardzo dobrze znany, ale mi nigdy nic nie wiadomo o takich rzeczach a to pewnie dla tego, że nie przebywałam w takich miejscem dopóki nie poznałam Harrego co uważam za pecha, chyba.
-Nad czym tak myślisz?- urwał mnie z zamyśleń jego głos.
-To nie twój interes.- parsknęłam a na mojej twarzy formował się grymas. Nie powinien się interesować o czym myślę, na pewno nie on.
-Skończy pieprzyć i schodź szybciej po tych schodach.- warknął rozdrażniony moją nie miłą odpowiedzią. Jakoś wszystko od tej pory było mi całkowicie obojętne. Zaczęłam szybciej zeskakiwać ze schodów aby zaspokoić jego złość, choć wcale tak naprawdę nie interesował mnie jego aktualny humor ale nie chciałam go znów wyprowadzić z równowagi żeby nie robił scen. Przeszliśmy oboje obok bramkarzy bez żadnego problemu, widziałam tylko jak obaj kiwnęli głowami do Harrego i tyle. Kiedy znalazłam się już w środku zaczęłam oglądać wszystko co napotkał mój wzrok. Ten klub nie różnił się niczym innym od pozostałych. Podobny wystrój do reszty i podobne pijane towarzystwo tańczące na parkiecie lub ledwo co żyjące i leżące w lożach. 
-Poczekaj przy barze ja zaraz przyjdę, muszę coś tylko załatwić.- rozkazał stanowczym głosem Harry po czym skierował się w całkiem inną stronę. Na wprost był bardzo dobrze widoczny bar poprzez oświetlające go światła. 
Poszłam w jego stronę zastanawiając się dlaczego Harry tak bardzo mi ufał? Przecież mogłam uciec kiedy mnie tu zostawił, ale byłam zbyt ciekawa co mnie z nim spotka i chyba zbyt bardzo się bałam, że za to że próbowałam uciec ukarałby mnie w jakiś podły sposób. Usiadłam na wysokim krześle spoglądając na barmana który serwował non stop drinki. Poruszał się z taką gracją i szybkością, było widać gołym okiem, że był doświadczony w tym co robi. Mój wzrok powędrował zaraz w całkiem przeciwna stronę, zakapturzona postać która miała zwróconą głowę w moim kierunku a z pod jej kaptura wystawały te złociste włosy... Te z parkingu i mojego snu. Mój sok który zamówiłam przed minutą się prawie rozlał kiedy tajemnicza mi osoba która siedziała na przeciwko, podniosła ręce i zdjęła kaptur. Nie był taki jak we śnie, jego twarz była bardziej idealna jeśli istnieje coś takiego jak stwierdzenie 'być bardziej idealnym, niż po prostu idealnym' ale mniejsza z tym. Serce zaczęło bić o trylion razy szybciej kiedy zobaczyłam, że powoli wstaje i idzie w moja stronę. Co miałam robić? Co? Boże, Siedziałam jak sparaliżowana i nie mogłam się ruszyć. Moja prawa ręka spoczywała na blacie od baru, a lewa na szklance od soku niemiłosiernie go ścigając, tak mocno, że obawiałam się, iż zaraz szklanka pęknie a moja ręka pozostanie dalej w bez ruchu z gromadzącą się wokół czerwoną cieczą, lecz tak się nie stało, szkło było na tyle mocne aby nie pęknąć.
Chłopak usiadłam zaraz obok mnie na barowym krześle. Był o tyle wyższy, że nawet siedząc patrzył na mnie z góry. Choć nie można było go porównać do żyrafy ponieważ sięgał wzrostu mniej więcej Harrego. Spojrzał na mnie przechylając głowę w prawą stronę. Spuściłam na chwilę wzrok ale zaraz znów go podniosłam. Nie, nie był to sen ani nie, wyobraźnia nie płatała mi figlów. On po prostu siedział na przeciwko mnie i wpatrywał się w moją twarz jak w obrazek.
-Śledzisz... śledzisz mnie?-zapytałam jąkając się w ten mój niezręczny sposób. Po kim ja to miałam? Bo na pewno nie po rodzicach, chyba, że zaraz się okażę, że moi rodzice tak naprawdę nimi nie są. Okej... Jo nie bredź, weź się w garść dziewczyno.
-A jak myślisz?- zaśmiał się w tak dobrze znany mi sposób...
-Byłeś na parkingu...
-Tak, zgadza się byłem i co?- ponownie się zaśmiał widząc moją kompletnie zdezorientowaną twarz. Nie wiedziałam czy mam uciekać, czy też dalej siedzieć z osłupiałą miną i do tego nic nie rozumiejąc. No stawcie się w mojej sytuacji...
-O co ci chodzi?- zapytałam biorąc się na odwagę i dodając do mojego głosu gram czystego oburzenia. On był jakiś cholernie dziwny... tak, przystojny też ale tak cholernie dziwny, że nie mogłam ani trochę tego pojąć.
-A o co tobie chodzi?- czy on po prostu nie mógł przestać się głupio uśmiechać tylko zacząć normalnie odpowiadać? To było tak strasznie trudne? Poziom hard? Chyba dla niego tak, skoro nie mógł ze mną rozmawiać swoim ojczystym językiem, tylko wymyślać swój własny i do tego jakiś zmontowany. 
-Nie będę z tobą dyskutować.- powiedziałam poważnie odwracając od niego wzrok i kierując go na barmana który wciąż zajmował się wydawaniem drinków. 
-Dyskutować, haha.- znów ten śmiech.
-Ty masz dobrze poukładane w głowie? Jest coś w tym śmiesznego? bo ja jakoś nie widzę.- zirytowałam się słysząc po raz kolejny jego okropne brechtanie.
-Dziwie się, że on się tobą zainteresował. Jesteś taka inna. Poważna, strzelam, że z bogatej rodziny. Pewnie nie chodzisz na imprezy, nie pijesz, nie palisz ani też nie robisz żadnych zakazanych rzeczy. Hm, myślałem, że on woli bardziej kurwiące się laski, jeśli mogę tak to powiedzieć.- stwierdził przyglądając mi się z mrożącą w żyłach uwagą. Jego mina ani trochę nie przypominała tej z przed chwili, tej roześmianej i zabawnej. Była poważna i twarda w sobie jak kamień.
-Kto się mną zainteresował? Jesteś jakiś nienormalny.- warknęłam przyglądając się mu coraz uważniej. Domyślałam się o kogo mogło mu chodzić, zapytałam automatycznie ale wcale, a wcale nie chciałam znać odpowiedzi więc zeskoczyłam szybko z wysokiego krzesła i skierowałam się w głąb sali. Kiedy ostatni raz spojrzałam w tył, nie było go tam. Zniknął, chłopak ze złocistymi włosami zniknął jakby nigdy nie istniał. 
Odpychając od siebie tańczących ludzi przemierzałam parkiet szybkim tempem, aby się stamtąd wydostać. Ujrzałam dość obszerny korytarz więc od razu skręciłam w lewo przechodząc przez tłum i docierając do niego z wielką ulgą. Ale to co tam zobaczyłam całkowicie zbiło mnie z tropu. Był tam Harry, nie sam. Tą dziewczynę poznałabym wszędzie. Ness. Moja druga przyjaciółka przed którą ostatnio często coś ukrywałam. Chyba już nawet nie mogłabym zaliczyć jej do grona przyjaciół. Harry stał oparty o ścianę a ona klęczała przed nim rozpinając mu pasek... 
Ness chyba odruchowo spojrzała w moją stronę, a kiedy mnie tam ujrzała otworzyła szeroko oczy.
-Dziwka.- warknęłam spoglądając na nią i machając głową z obrzydzeniem. Przecież ona ciągle myślała, że Harry to mój chłopak. Jak mogła? Jak?
-Joela...- wypowiedziała moje imię w całości, a ja się automatycznie wzdrygnęłam. Ludzie mówili tak do mnie tylko wtedy, gdy sytuacja była poważna. Nienawidziłam mojego całego imienia.
Zauważyłam, że Harry skierował na mnie swój wzrok i strzepnął od razu ręce tej suki i zaczął iść w moją stronę. 
-Jo, to nie moja wina, że ta kurwa...- zaczął ale nie chciałam żeby kończył. Zamiast wysłuchiwać tego co miał do powiedzenia obróciłam się do nich tyłem i pobiegłam przed siebie, przedzierając się z ogromną siła przez wszystkich ludzi a wtedy wpadłam na niego, na dziwnego ale przystojnego chłopaka w złocistych włosach. Łzy płynęły mi po policzkach ciurkiem, czułam, że cały makijaż rozmazuje mi się po twarzy ale nic mnie nie obchodziło a tym bardziej mój wygląd. Bolało, nie tylko to, że jedna z moich przyjaciółek okazała się fałszywą suką ale to, że Harry miał coś z tym wspólnego. Czułam do niego nienawiść ale nie tylko...
-Co się stało?- zapytał a w jego oczach i głosie mogłam zauważyć i usłyszeć troskę.
-Po prostu mnie stąd zabierz...
*
Przepraszam, że musieliście tak długo czekać ale w końcu dodałam ten rozdział. JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM.


sobota, 2 listopada 2013

twenty-one



-Jo, chodź jedziemy stąd nie zostaniesz tu ani minuty dłużej.-głos mojego taty sprawił, że się ocknęłam. Twarz Harrego była czerwona ale mogłam też z niej odczytać, że zagubiona. Nie mógł najwidoczniej dowierzyć, iż ja to wszystko słyszałam co szczerze, zapewne nie należało do części jego chytrego planu. Wiedziałam jedno, nie zamierzałam tu spędzić ani minuty dłużej, na pewno nie z tym człowiekiem. Myślałam, że się zmienił ale najwidoczniej się przeliczyłam.
-I co masz zamiar jechać ze swoim ojcem który też rucha wszystko co się rusza?- prychnął Harry bacznie mi się przyglądając. Nie wiedziałam czy mam mu na daną chwilę wierzyć, czy nie ale wolałabym być gdziekolwiek tylko nie z nim i koło niego.
-Chyba sobie kpisz…-odezwał się mój ojciec ale natychmiastowo mu przerwałam.
-To nie zmienia jednak faktu, że jesteś od niego gorszy.- powiedziałam szorstko odchodząc w stronę auta mojego taty.
-Jo! Przemyśl to co robisz nim będzie za późno.
-Zamilcz Styles i pogódź się z tym, że nadszedł czas w którym twoja zabawka zostaje uwolniona. Rozumiesz? Już nie ma żadnej zemsty.- wykrzyknęłam w jego stronę ostatnie słowa po czym wsiadłam do wozu. Nie minęło nawet pięć sekund a tata odpalił silnik i zaczął jechać w stronę centrum miasta.
-To prawda?- zagadnęłam patrząc przed siebie. Nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Mój ojciec też był draniem który na okrągło kogoś pieprzył? Naprawdę? Jeśli odpowiedz miała brzmieć twierdząco to…
-Co ma być prawdą?- udawał, że nie wie o co mi chodzi ale to było przecież proste, że zdawał sobie sprawę z tego o co go pytam. Postanowiłam nie owijać w bawełnę bo takie gadanie bez sensu było głupie.
-To, że się pieprzysz z innymi i skąd ty się w ogóle to wziąłeś?- moje słowa były nie przyjemne ale ta cała sytuacja w której się aktualnie znajdowałam mnie totalnie przymroczyła gorsząc w jakiś sposób.
-Pilnuj język, nie tak cię wychowałem.- warknął marszcząc brwi. Oczywiście nie obeszło się bez pouczania, jak ja tego nienawidziłam a szczególnie wtedy gdy oni sami nie zachowywali się lepiej ode mnie. No ludzie zlitujcie się.
-Tato nie jestem dzieckiem i odpowiedz mi jak cię o coś pytam.- zażądałam nie będąc w stanie nadal czekać. Bo ile można?
-Twoja matka do mnie zadzwoniła po tym jak twój prze „miły” kolega pobił jej znajomego. Nie mogła tego znieść, że zabrałaś się razem z nim, więc musiałem interweniować na swój sposób.- wytłumaczył nieco skracając całą historię ale niestety sama ja czułam niedosyt który musiałam od razu zaspokoić.
-Jej znajomego? Tato! Ale ona cię zdradza do cholery.- kiedy to powiedziałam poczułam niesamowitą ulgę, nie wiem czemu po prostu to wszystko ze mnie wypłynęło.
-Kochanie, ja o tym wiem.- powiedział krótko nie odzywając się ani słowem więcej. On żartował prawda? No powiedzcie, że żartował! Matka go zdradzała a on nic sobie z tego nie robił? To są chyba jakieś jaja. Jaki z niego mężczyzna? Boże, to wszystko jest takie popaprane, co tu jest w ogóle grane?
-Jak do cholery wiesz? I kompletnie cię to nie rusza?- warknęłam nie dowierzając w to co przed chwilą usłyszałam. Jakaś kompletna bzdura, przysięgam.
-Sam nie jestem Święty. Poza tym oboje nie mamy nic przeciwko temu. Koniec tematu, nieważne. To są sprawy dorosłych nie twoje.-próbował brzmieć poważnie ale coś mu nie wychodziło, nic mu nie wychodziło oprócz pieprzenia beznadziejnych głupot które w ogóle się nie sklejały.
-Jesteście popieprzeni kurna. Jestem waszym dzieckiem więc to chyba też są moje sprawy, nieprawdaż? Sorry nie, nie chcę już nic wiedzieć na wasz temat.- byłam więcej niż zła. Kompletny szał buszował w mojej głowie. Nie dość, że Harry okazał się totalnym draniem to jeszcze musiałam przeżywać w domu jakiś horror. Czemu tylko mnie przytrafiają się takie okropne rzeczy?
-Jo! Mówiłem ci coś już na temat twojego słownictwa!- ojciec po raz kolejny się wydarł ale nie zwracałam na to jakiejś szczególnej uwagi. Bardziej po głowie chodziło mi to, że moi rodzice są w jakimś wolnym związku jeśli można to tak nazwać, pieprzą się na prawo i lewo czy to możliwe? Jak widać tak. A myślałam, że pochodzę z jakiejś rodziny na poziomie. Najwidoczniej się grubo myliłam. Przez resztę drogi nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem, co mi wcale nie przeszkadzało bo ani trochę nie miałam ochoty do przeprowadzania z nim jakiejkolwiek konwersacji. Pochodziłam z chorej rodziny i taka była moja teraźniejsza opinia, nic dodać nic ująć. W sumie to można było jeszcze dodać kilka bardzo nie ładnych słów a wolałabym zachować je dla własnej głowy żeby nie zatruwać innym słownictwa. Nim się zdążyłam zorientować, wjechaliśmy autem zaraz pod dom więc szybko wysiadłam zatrzaskując za sobą porządnie drzwi i pobiegłam w stronę domu, otwierając go i pędząc do swojego pokoju. Słyszałam za sobą jakieś krzyki, najwidoczniej była to kobieta którą kiedyś nazywałam mamą, ale to już przeszłość i to zupełnie daleka. Wyciągnęłam z szafy moją dużą walizkę którą zawsze zabierałam ze sobą gdy jechałam na wakacje lub tym podobne. Wyrzuciłam wszystkie swoje ciuchy z szafy wkładając je do walizki i tak samo robiąc z innymi potrzebnymi mi rzeczami. Przykro mi ale nie miałam zamiaru przesiadywać dłużej w tym domu wariatów, o nie. Założyłam jeszcze torebkę na przedramię i zaczęłam targać za sobą mój cały dobytek który zdołałam zapakować. Zeszłam po schodach z wielkim hukiem i kiedy już kierowałam się do drzwi, zatrzymali mnie rodzice.
-Co ty robisz dziecko?- zaśmiała się matka nie dowierzając w to co widzi. W tej chwili miałam ochotę zedrzeć jej z twarzy ten irytujący uśmiech. Tu wcale nie było do śmiechu, tym bardziej jej nie powinno być tak wesoło bo jaka matka się tak zachowuje? Przeczuwam, że żadna a jak już się znajdzie to zapewne rzadko.
-Jak widać wyprowadzam się. Nie mam zamiaru mieszkać dłużej z takimi ludźmi, którzy się pieprzą za swoimi plecami i nie mają nic przeciwko temu.-Wyszłam za próg drzwi ciągnąc za sobą mój spory bagaż.
-Jo nie wygłupiaj się, porozmawiajmy na spokojnie. Nigdzie się nie wyprowadzasz masz dopiero siedemnaście lat.-Odezwał się ojciec na którym tak samo się zawiodłam. Myślałam, że chociaż on posiada jakiś honor ale jak widać ciągle się myliłam.
-Wolicie żebym uciekła całkowicie z domu czy żebym zamieszkała o ciotki Lindsay na jakiś czas?- postawiłam im przed nosem jakieś dwie decyzje które dla mnie były całkowicie przyzwoite choć i ta druga nie była do końca prawdziwa,ponieważ nie zamierzałam w ogóle do nich wracać ale warto było skłamać. Wolałam mieszkać z moją ciotką, siostrą matki która trzymała rygor ale też na swój sposób była wspaniałą kobietą niż z tymi… ugh nie ważne.
-Jeśli się zgodzi to możesz u niej zamieszkać ale na jakiś czas.- oboje się zgodzili pewnie dlatego, że nie mieli innego wyboru.
-Więc do zobaczenia.- pomachałam im od niechcenia i skierowałam się w stronę czekającej już na mnie taksówki.
*Dwa dni później*
-Masz zamiar kiedyś wrócić do domu?- zapytała mnie Sue kiedy przesiadywałyśmy razem na przerwie w szkole.
 -A po co? Powiedz mi jakbyś była w mojej sytuacji to chciałbyś tam wrócić?- zapytałam bezradnie głęboko oddychając.
-Nie, raczej bym nie chciała.- stwierdziła obejmując mnie ręką.
-Wszystko się jakoś ułoży.- próbowała pocieszać ale chyba nie mogło być już gorzej.
-Mam nadzieję, że się ułoży a tym czasem…
-Hej dziewczyny! O czym tak plotkujecie? Jo nie chcę ci nic mówić ale twój chłopak stoi pod szkołą i chyba oczekuje twojej wizyty.- zaśmiała się Ness pojawiając się chyba znikąd.
-Ale ja nie mam…- prawie się wygadałam i dopiero po chwili oprzytomniałam, że przecież Ness nadal myśli, iż Styles jest moim chłopakiem ale zaraz? Skoro ona mówi, że…
-Harry jest przed szkołą?- zagadnęłam prędlo żeby jak najszybciej uzyskać od niej tą informacje.
-Tak jest przed szkołą, mała. I musi być w tobie zakochany po uszy skoro czeka na ciebie jak na księżniczkę.- zaśmiała się powodując, że przeszła przeze mnie pewnego rodzaju odraza. Mogłam śmiało wykrzyczeć jej prosto w twarz, że to nie jest mój chłopak lecz zwykły śmieć który nie posiada serca ani uczuć, lecz tego nie zrobiłam. Tym bardziej nie wiem jak można było twierdzić, iż on traktuje mnie jak księżniczkę. Najwidoczniej tylko ja wiedziałam jaki ON jest naprawdę.
-Zaraz wracam, muszę coś załatwić.- stwierdziłam zrezygnowana idąc w stronę wyjścia. Kiedy ostatni raz spojrzałam na Sue wyczytałam z jej ust abym się trzymała. Nie mogłam jej tego zapewnić w stu procentach, ponieważ bałam się, że mogę się rozpaść.
Wyszłam ze szkoły, zbiegając po schodach i rozglądając się po parkingu. Kiedy prawie zwątpiłam, ujrzałam chłopaka opierającego się o auto samochodu. Nie absoltutnie, nie był to Harry. Tamten chłopak miał na sobie czarne luźne spodnie, mając także czarną kurtkę z kapturem na głowie. Mogłam dojrzeć jego złociste leciuteńko kręte włosy, które trochę wystawały z pod kaptura. Jego wzrok był wlepiony we mnie. Nie mogłam wywnioskować co on oznaczał, po prostu nie mogłam, był zbyt tajemniczy ale za to jak bardzo pociągający co mnie od razu onieśmieliło.
-Pamiętasz? Harry Styles ma swoje zasady.- usłyszałam za sobą ten zachrypnięty głos, nawet nie zdążyłam obrócić się w jego stronę gdyż chwycił mnie mocno dłońmi, dosłownie pakując do auta. Jedynie co mogłam jeszcze dojrzeć to nadal wpatrującego się we mnie chłopaka. Czy normalny człowiek  nie powinien zareagować na to co robił mi Styles? Przecież to wyglądało jak jakieś porwanie, a tamten? Nic, po prostu nic. Stał nadal oparty o auto z założonymi rękami wpatrując się we mnie tym tajemniczym wzrokiem. Jedynie co teraz mogłam stwierdzić to jest to, że widocznie ten człowiek nie był na tyle normalny aby mi pomóc.
Silnik został odpalony i auto momentalnie ruszyło. Szarpałam za klamkę od drzwi lecz była zamknięta. Ten kretyn był nieobliczalny.
-Nie wyjdziesz stąd złotko.- zaśmiał się szyderczo najwidoczniej ze mnie kpiąc w ten swój podły sposób. Co za prostacki cham.
-Czego ty ode mnie chcesz? Zniszczyłeś mi życie a teraz co masz zamiar zrobić?- zadałam mu tak proste pytanie które mimo to, że było pokryte moim histerycznym szlochem to brzmiało całkiem wyraźnie i stanowczo ale i tak byłam pewna, że uniknie normalnej odpowiedzi.
-Niszczę je ponownie.- odpowiedział ochryple dodając gazu i jadąc coraz szybciej. Widziałam, że to kochał, kochał jak diabli.
-Proszę cię zostaw mnie w spokoju, Harry odpuść- nalegałam ale równie szybko mogłam się domyślić, że to nic nie da.
-Widziałem jak na niego patrzyłaś.- powiedział dość spokojnym tonem ale i tak nie wiedziałam kompletnie o kim on bredzi.
-Słucham?- byłam tak ciekawa jaką kolejną bzdurę za chwilę mi zapoda, że prawie mnie rozsadzało od środka.
-Widziałam jak patrzyłaś na tego kolesia na parkingu. Tym swoim wzrokiem. Jo, nigdy więcej nie zwracaj uwagi na tego człowieka.- jego ton stał się poważniejszy a ja zaczęłam się zastanawiać dlaczego mi tak rozkazuje? I jaki był powód abym nie mogła nawet na niego spojrzeć. Choć szczerzę mówiąc śmiałam wątpić, iż jeszcze go kiedykolwiek spotkam ponieważ nigdy wcześniej go nie widziałam.
-O co ci chodzi? Patrzyłam na niego normalnie, ty masz coś z psychiką człowieku. W czym on jest od ciebie gorszy, że nie mogę na niego nawet zwracać uwagi?- sposób w jaki do niego przemawiałam był przesycony najokrutniejszym jadem na jaki tylko mogłam się odważyć. Co teraz czułam? Nienawiść.
Auto zahamowało tak gwałtownie na co ja z wielką siłą uderzyłam o przednie siedzenie. Nie mogłam powiedzieć, że nie bolało bo to byłoby kłamstwem. Spojrzałam przez przednią szybę aby zobaczyć co było powodem, że on tak gwałtownie zahamował ale nie dojrzałam nic oprócz pustej ulicy. Zrobił to celowo.
-Po prostu się ucisz. Jeśli jeszcze raz zobaczę, że patrzysz na kogoś takim wzrokiem to zrobi się nie ciekawie, a jeśli zobaczę, że chociaż raz spojrzałaś na niego albo miałam z nim coś wspólnego… po prostu wiedz, że nie będzie ci już tak wesoło. Mówię to i robię wyłącznie dla twojego bezpieczeństwa.
-Co ty jesteś zazdrosny?- zaśmiałam się kpiąc. Mogłam przysiąść, że z jednej strony zachowywał się jak całkowity zazdrośnik. Może i tamten tajemniczy typ był przystojny ale nie żebym od razu miała do niego wzdychać… Poza tym bardziej ciekawiło mnie to, co z tamtym złotowłosym było nie tak, że Styles tak na mnie najechał.
-Zamknij się. Zazdrosny? O Ciebie? Chyba kpisz, spójrz na siebie.- zaśmiał się będąc jednocześnie wściekły.
Jak w tak krótkim czasie mogło się to stać… jak tak w krótkim czasie ten psychopata powrócił? Niestety nie mogłam sobie sama na to odpowiedzieć.



*
Potrzebuję nowego szablonu na bloga, czy byłby ktoś chętny do zrobienia go? Albo czy znacie może kogoś kto mógby go dla mnie wykonać? Jeśli tak to dajcie znać tutaj http://ask.fm/Patricila